Krasnorieczie/Красноречье - Kunzen (rejon zielenogradski)

Zapomniane miejsca, mało znane historie
Awatar użytkownika
Batory
Posty: 110
Rejestracja: 30 cze 2025, 21:22
Lokalizacja: Elbląg
Lokalizacja: Rottach-Egern

Krasnorieczie/Красноречье - Kunzen (rejon zielenogradski)

Post autor: Batory »

Zacznę swój post od Adolfa Roge (1885):
O Mierzei Kurońskiej napisano wiele, zwłaszcza w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat. Dziki urok zmiennych piaszczystych wydm na tym pasie piasku długości stu kilometrów i szerokości od jednego do czterech kilometrów przyciąga do tej jałowej krainy cudów zarówno przyrodników, jak i turystów. Dla historyka Mierzeja oferuje stosunkowo niewiele. Rozsiane czaszki i kości, bielejące tu i ówdzie w piaskach wydmowych, przypominają o pogrzebanych wsiach i utraconych rodzinach, których życie i dążenia, pragnienia i cierpienia wciąż opowiadane są w półzapomnianych sagach. Jedna z nich, najbardziej prawdopodobna, mówi o tym, że pewnego razu lawina piasku zeszła z „Blessa”, wysokiej góry w pobliżu Kunzen (Krasnorieczie - miejscowość nieistniejąca), i pogrzebała czternaście osób, które zginęły w straszny sposób, wracając z jarmarku w Memlu (Kłajpedzie) do Królewca, jak opowiedziała kobieta, która jako jedyna uniknęła śmierci.
Lewis Passarge (1871):
Nazwa Kunzen różni się od litewskiej i łotewskiej, co wskazuje na słowiańskie pochodzenie. Słowo Kunzen jest czysto słowiańskie. Może ono pochodzić od polskiego choynec – sosna, lub koniec – koniec, albo od rosyjskiego kunica (staropruskie caune, litewskie kiaunė) – kuna. Jeśli pierwsza interpretacja jest poprawna, wówczas Kunzen ma ten sam rdzeń co Konitz, a więc zostało założone w sosnowym lesie. To, że cały ten obszar pierwotnie był zalesiony, wynika nie tylko z istniejących pozostałości – sam widziałem tam ogromne pnie sosen, które ludzie wyrąbali – ale także z faktu, że w Rossitten (Rybaczij/Рыбачий) początkowo znajdował się dom leśniczego, a jeden z leśników był wspomniany jako mieszkający w Kunzen pod koniec XVIII wieku.
Krasnorieczie (do 1945 niem. Kunzen) to nieistniejąca już dziś wieś, położona na Mierzei Kurońskiej w obwodzie kaliningradzkim, w której niegdyś stał murowany kościół. Będzie trochę o pierwotnym miejscu tej osady, które padło ofiarą ruchomych piasków.

Po raz pierwszy Krasnorieczie, zapisywane wówczas jako Cusvelde, wspomniane zostało w zapiskach podróżnych z Mierzei (Trasa pruskich posłów wysłanych do Inflant, z podaniem mil, które przebyli od Malborka do Narwy pod koniec kwietnia 1442 roku). Trasy przez Mierzeję w latach 1414 i 1431 wciąż prowadziły przez Rybaczij. Krasnierieczie (wtedy Cusvelde/Cusfelde) było prawdopodobnie młodsze od Rybaczij. Jego powstanie wiąże się zapewne z pracami w okolicach Rybaczij, które dotyczyły wyrębu pobliskiego lasu w celu pozyskania materiału budowlanego. Najwyraźniej w tamtym czasie Krasnorieczie nie było jeszcze wsią – mało prawdopodobne, by kilkudziesięciu podróżnych zatrzymywało się tam na noc w gospodzie. Jedynie „pole” było odpowiednim miejscem na odpoczynek.
kunzen1.jpg
Karczma w Krasnoriecziu otrzymała swój przywilej w 1506 roku. Wieś została wspomniana w 1515 roku jako Kunzenkrug – miejscowość wyludniona w wyniku epidemii dżumy. Pierwsza wzmianka o tutejszym kościele, należącym do inspekcji w Żemczusznojach (Kirche Schaaken), pochodzi z roku 1555. W tym czasie pastorem był Johann Weuser. Z "Raportu z wizytacji kościołów w Kunzen, Sarkau i innych […] z dnia 5 czerwca 1569 roku” przeprowadzonej przez sambijskiego biskupa Joachima Mörlina dowiadujemy się, że ówczesnym proboszczem w Krasnoriecziu był Crispin Liebermann. Wynagrodzenie Crispina Liebermanna wynosiło 70 marek.
W tym celu posiada on kilka pól i łąk, a także wszystko to, co może zaoferować to miejsce i na co mu pozwolono.
W tym samym źródle wspomina się o zalaniu domów i pastwisk wodą, a także o tym, że domy są stale zasypywane piaskiem. Jednak nie wolno ich rozbierać bez specjalnego zezwolenia, ponieważ chronią one kościół przed piaskiem. Na przykościelnym cmentarzu wiatr i woda od dołu nieustannie odsłaniają kości zmarłych, dlatego są one składane w specjalnym domu – kostnicy.
Jeśli w tym miejscu (Kunzen) cmentarz zostanie tak bardzo zasypany piaskiem, a woda od dołu podniesie się na taką wysokość, że nie będzie już można grzebać zmarłych w ziemi, należy założyć cmentarz w innym miejscu.
Z tych raportów widać pierwsze oznaki zamulania i zasypywania wsi, jednak później problem ten nie niepokoił już mieszkańców. W 1569 roku wieś liczyła 26 rodzin oraz karczmę. Parafia obejmowała Lesnoj (Sarkau), Lattenwalde, Neustadt, Nidę (Nidden) i Karwaiten.
kunzen2.jpg
Pełna lista pastorów jest do odnalezienia na niemieckiej Wikipedii. Trzynastym pastorem był Michael Burckhardt, pełniący posługę w latach 1664–1707. Najwięcej szczegółów o parafii, jej mieszkańcach i zwyczajach poznajemy właśnie z zachowanej księgi kościelnej Burckhardta, który całe swoje życie poświęcił służbie duszpasterskiej na Mierzei. W tym czasie w kościelnej wsi mieszkało 9 rodzin rybackich i 1 karczmarz, natomiast 3 gospodarstwa były opuszczone. Księga obejmuje okres od 27 maja 1664 roku do 17 stycznia 1672 roku i zawiera jedynie zapisy dotyczące chrztów – 231 wpisów. Przez niemal pięć lat Burckhardt pełnił funkcję diakona w Żemczusznojach, a w 1664 roku został pastorem w Krasnoriecziu i Lesnoj. Mało prawdopodobne, by do objęcia tego stanowiska skłoniły go względy materialne – pozycja ta była tak uboga, że Hippel, niemal sto lat później, pisał z pełną powagą:
Pastor z Kunzen był jedynie głosem wzywającym do łapania drozdów.
Jeśli stara maksyma „Błogosławiony pasterz, który jest sam” była dla Burckhardta zasadą przewodnią, to w nowym urzędzie zaznał zapewne więcej samotności, niżby sobie życzył.

W 1665 roku sam ochrzcił swojego syna, gdyż żaden inny duchowny nie mógł do niego przybyć z powodu złych dróg i odległości. Więcej szczęścia miał przy chrzcie drugiego syna, Michaela (13 listopada 1668 roku) – mógł wtedy poprosić Georga Adama von Schliebena, który prawdopodobnie przebywał na Mierzei w sprawach służbowych, aby został ojcem chrzestnym dziecka.
kunzen3.jpg
Posługa pastora Burkhardta obejmowała znaczną część Mierzei: Lesnoj, Lattenwalde, Krasnorieczie, Rybaczij, Kaschuken (najprawdopodobniej jest to Gaufutte na mapie Hennenbergera), Preeden i Morskoje (Pillkoppen). Nida, Negeln i Karwaiten należały w tym czasie już do parafii w Kłajpedzie. Były to wsie należące do parafii w Krasnoriecziu, z których większość zniknęła z powierzchni ziemi i obecnie nie istnieje.

Kościół był masywnym budynkiem, a jego wieża służyła rybakom jako punkt orientacyjny. Sądząc po nazwiskach w księdze parafialnej, parafianie byli głównie Niemcami, tylko nieliczni - Litwinami lub Kuronami. Kazania głoszono w języku niemieckim. Najwyraźniej niemiecki był też językiem codziennym rybaków. Warstwę wykształconą w parafii reprezentowały zaledwie trzy osoby: nauczyciel Hans Pösche, „preceptor” Michael Schlick w Rybaczij (udzielający prawdopodobnie lekcji jedynie dzieciom burgrabiego), oraz sam pastor. W księdze nie ma wzmianki o dzwonniku, którego mieszkańcy również uważali za jednego z najbardziej poważanych obywateli. Najprawdopodobniej lokalny nauczyciel, jak to wówczas często bywało, pełnił równocześnie tę funkcję.
kunzen4.jpg
Wrogość między pastorem a burgrabią była starym zwyczajem na Mierzei aż do początku XIX wieku. Jednak Burkhardt był człowiekiem pokojowo nastawionym, potrafił w porę zapobiec wszelkim konfliktom. Wydaje się, że między nim a burgrabią Friedrichem Wegnerem panowały raczej przyjazne stosunki, przynajmniej przez pierwszych osiem lat jego posługi. Spotykali się na rodzinnych uroczystościach i zostali rodzicami chrzestnymi dzieci.

Był też syn byłego pastora Johanna Kersteniusa, który został rybakiem i strażnikiem przyrody. Żył „w grzechu” z córką rybaka z Krasnorieczia. Mieli nieślubne dziecko, o którego chrzcie Burkhardt zanotował wpis 5 maja 1666 roku. Rzadko chodzili do kościoła. Jak mawiał nauczyciel: „Qui non in opere Domini, certo est in opere diaboli” — „kto nie służy Panu, ten z pewnością służy diabłu”.

Sokolnictwo na Mierzei Kurońskiej niegdyś było popularne, ale za czasów Burkhardta szlachecka hodowla i handel znacznie podupadły, a jedyny jej przedstawiciel nie cieszył się dobrą opinią pastora. Pastor wspomina:
W trzynastą niedzielę po Trójcy Świętej w 1666 roku spotkałem Hansa Baarena w domu Heinricha Ballissena (w Lattenwalde) i zapytałem go, dlaczego nie przyszedł do kościoła. Odpowiedział, że nie ma czasu, bo musi skręcać liny i łapać ptaki.
Burkhardt z wielką gorliwością wykonywał swoje obowiązki - odprawiał nabożeństwa nie tylko w Krasnoriecziu i Lesnoj, ale też od czasu do czasu odwiedzał inne wsie swojej parafii, za co otrzymywał od każdego miejscowego właściciela ziemskiego po dziesięć groszy na podróż - choć nie zawsze chętnie mu je wypłacano.

W 1694 roku do Burkhardta został przydzielony pomocnik (adiunkt) – Christian Bruno, który pozostał w parafii do 1700 roku. Po jego odejściu prawdopodobnie nie znalazł się nikt chętny, by dzielić z Burkhardtem jego „gorzki chleb”, więc musiał samodzielnie nieść ciężar tej trudnej posługi aż do swojej śmierci, która nastąpiła około Wielkanocy 1707 roku. Został pochowany na cmentarzu w Krasnoriecziu, podobnie jak jego następca - Galius Mavius, który nie pełnił urzędu pastora nawet przez rok po Burkhardcie.

Za czasów Burkhardta, 9 października 1673 roku, przez wieś przejeżdżał Johann Arnold von Brand, będący członkiem poselstwa wysłanego z Brandenburgii do Moskwy, którego celem było zjednoczenie Rosji, Polski i Brandenburgii przeciwko Turkom. Wydarzenie to zostało odnotowane w jego książce „Podróż przez Brandenburgię, Prusy, Kurlandię, Liwonię, Psków, Wielki Nowogród, Twer i Moskowię”
9 października dotarliśmy przez Lattenwaldt – 1 mila, Koentzen – 1 mila, Rossitten – 1 mila (wszystkie wsie). W rybackiej gospodzie w Rossitten musieliśmy zatrzymać się na nocleg z powodu sztormu, który uczynił drogę niebezpieczną. W sumie przejechaliśmy 3 mile. Gospodarz opowiedział nam, że niedawno w pobliskim lesie widziano niedźwiedzia, który udusił się przy grubym dębie z powodu morskiego wiatru, którego niedźwiedzie zupełnie nie znoszą. (Uwaga autora: rozbieżności w odległościach)
Ostatnim, dwudziestym piątym pastorem był Wilhelm Ferdinand Thorun, pełniący urząd w latach 1803–1808. Za jego czasów, z powodu zamulenia i zniszczenia kościoła, parafia została przeniesiona do Rybaczij.
kunzen5.jpg
W latach czterdziestych XVIII wieku w Krasnoriecziu proces zasypywania piaskiem był już w pełnym rozwoju. Mierzeja była wówczas nadal w większości porośnięta lasem, jednak północny kraniec 2,5-milowego pasma wydmowego utracił tę ochronę. Wiatr, wiejący od zachodu, popychał piasek na wschód. Szeroka przerwa oddzielała południową część Bruchberga (na powyższej mapie litera B) od pozostałej części grzbietu wydmowego. W rezultacie wszystkie wiatry, nadchodzące nie tylko z południowego zachodu, lecz także z zachodu (czyli z kierunku dominującego), kierowały się wzdłuż wydm przed wsią, przez szeroką wyrwę, w stronę Rybaczij. Rozległa trójkątna równina pomiędzy wydmą Bruchberg a wydmą w pobliżu wsi stanowiła w praktyce „wiatrową pułapkę” tego obszaru.
kunzen6.jpg
Niestety, nie odnalazłem dokładniejszej mapy Schrötera w skali 1:50 000 (w internecie dostępna jest inna), ale – jak opisuje Passarge – na podstawie tej mapy wynika, że Krasnorieczie, w przeciwieństwie do innych miejscowości na Mierzei, rozciągało się z południowego zachodu na północny wschód, wzdłuż linii brzegu Zalewu Kurońskiego.

Na północ od wsi znajdowały się pola uprawne. Sama wieś była podzielona na trzy zupełnie odrębne części:
1. na zachodzie – „mały kościół, leżący całkowicie swobodnie między piaszczystymi wzgórzami”,
2. na wschód od niego, w odległości ok. 130 rut (czyli około 500–600 metrów) – właściwa zabudowa wiejska,
3. a jeszcze dalej, po kolejnych 130 rutach, znajdowało się gospodarstwo parafialne (plebania).

Odległość od kościoła do plebanii wynosiła nieco mniej niż ¼ mili.

Kiedy jedno ze skrzydeł pasa wydmowego, chroniącego wieś, oderwało się i przesunęło na wschód, piasek – co ciekawe – nie zasypał od razu kościoła ani wsi, lecz najpierw pola położone na północ. W ten sposób pola Krasnorieczia zostały zasypane, natomiast sama wieś przetrwała jeszcze około 90 lat, a kościół, który stał na pierwszej linii wydmowego wału, uległ piaskowi dopiero po 60 latach. W miarę jak skrzydło wydmy przesuwało się coraz dalej na wschód, pożerając kawałek po kawałku pola, musiało stopniowo rozprzestrzeniać się także na południe i północ, ponieważ zostało spłaszczone – a przez to stało się podwójnie niebezpieczne.
kunzen7.jpg
W ten sposób, choć skrzydło wydmy nadciągnęło od zachodu, zaatakowało osadę równocześnie z wielu stron – od północy, czyli od tyłu, a jednocześnie zniszczyło kościół od strony zachodniej i plebanię od strony wschodniej, które znajdowały się w odległości niemal jednej czwartej mili od siebie. Wieś położona pomiędzy nimi, w samym środku, cierpiała jeszcze przez trzydzieści lat, zanim ostatecznie uległa, ponieważ skrzydło piasku, podobnie jak większość wydm, utworzyło coś w rodzaju łuku, który odgrodził wieś niczym zaporą.

Krasnorieczie ponosiło poważne szkody co najmniej od roku 1738. W roku 1745 wspomniano:
W Kunzen nie wypłacano rybakom czynszu, ponieważ połowy ryb ledwie wystarczały na zakup chleba. Całe rodziny, które sprzedały swoje krowy i konie, aby kupić chleb, uciekły do Kurlandii.
Na opuszczone domy nie znalazło się chętnych, a nawet nieliczne pola, których nie zasypał piasek, całkowicie zarosły. W raporcie konsystorza z 4 maja 1752 roku zapisano:
Z uwagi na ubóstwo parafii w Kunzen i Sarkau, zatwierdzono i postanowiono, że cały dekanat Szakken (Żemczusznoje) ma corocznie przekazywać środki z kasy kościelnej na niezbędne utrzymanie obecnego pastora.
kunzen8.jpg
Jeśli w 1739 roku znajdowało się tutaj jeszcze 13 gospodarstw, to według topografii Goldbecka w 1785 roku było ich już tylko osiem – wśród nich dom pastora, nauczyciela, leśniczego i karczma. W czasie wojny siedmioletniej (1756–1763) sytuacja była tak trudna, że rząd musiał interweniować i przyznać środki na zakup koni. Już w 1749 roku karczmę, której zachodnie wejście zostało zasypane piaskiem w roku 1746, trzeba było rozebrać i odbudować w innym miejscu we wsi.

Jednak już w 1794 roku, podczas podróży po Prusach, Karl Nanke pisał w swojej książce „Reise durch einen Theil Preussens” (1800):
Wieś Kunzen prawdopodobnie czeka ten sam los [co Lattenwalde]; karczma jest już zasypana piaskiem aż po dach od strony tylnej, a kościół otoczony jest murem z piasku o wysokości sześciu stóp. Słyszałem też, że gdy tylko duchowny otrzyma lepsze stanowisko, kościół zostanie rozebrany, ponieważ tutejsi mieszkańcy są zbyt biedni, by móc utrzymać pastora. Ich jedyne zajęcie to rybołówstwo, lecz laguna w tej okolicy jest uboga w ryby, a znaczna odległość od innych osad uniemożliwia rybakom osiąganie zysku.
Jeśli w 1786 roku w Krasnoriecziu wciąż figurował leśniczy Schur, posiadający ½ łana ziemi i otrzymujący wynagrodzenie nieco ponad 26 talarów, to już do 1797 roku pensja została wstrzymana, a ziemia od strony morza zaczęła stopniowo ulegać zamuleniu. Jedyny ratunek – krzewy i zarośla, które mogły powstrzymać piasek, zostały wycięte.

Dwór parafialny pastora Franza Schulza, położony po wschodniej stronie, został po raz pierwszy zasypany prawdopodobnie wkrótce po roku 1797, ponieważ w tym samym roku wspominano:
Najżyźniejsza ziemia została zamulona, stodoła i dom znajdują się bardzo blisko całkowitego zasypania.
Pastor Schulz mieszkał jeszcze rok i dziewięć miesięcy w rybackim domu, zanim w 1800 roku przeniósł się do nowo wybudowanego domu pastora w Rybaczij. Superintendent Goldbeck z Żemczusznoji w swoim raporcie z 23 października 1793 roku donosił, że szkoła parafialna została całkowicie zasypana piaskiem. Tymczasem kościół znalazł się w poważnym niebezpieczeństwie już w 1801 roku, kiedy to w jego murach pojawiło się głębokie pęknięcie. Pastor Franz Schulz przeszedł na emeryturę w 1803 roku, a jego miejsce zajął pastor Thorun. To właśnie za jego czasów świątynia uległa poważnym uszkodzeniom. Według księgi kościelnej, ostatni ślub odbył się 12 kwietnia 1803 roku. Jednak pod koniec 1806 roku wciąż rozbrzmiewał kościelny dzwon – „jednym lub dwoma uderzeniami”. Nie jest natomiast jasne, kiedy pochowano ostatniego zmarłego na tutejszym cmentarzu.
alt kunzen.jpg
Kościół został ostatecznie rozebrany w 1812 roku, a jego materiał sprzedano poczmistrzowi Fingerowi w Nidzie, który wykorzystał go do budowy budynku poczty, a później kościoła. Chłopi z Rybaczij nie zdołali przekonać poczmistrza, by bezpłatnie przewieźć materiały kościelne do ich wsi, gdzie miała powstać nowa świątynia. Ostatecznie jednak odwieźli materiał do Nidy, oddalonej o trzy mile, w zamian za kilka beczek wódki.

Zasypywanie wsi mogło następować bardzo powoli, dlatego mieszkańcy mieli czas, by rozebrać swoje domy i wykorzystać uzyskany materiał do budowy nowych siedzib. W 1817 roku wciąż mieszkało tu siedmiu gospodarzy, w tym były leśniczy Schur, „którego zabudowania zostały już zepchnięte przez piaszczyste wzgórza”. W tym samym roku sześciodniowy jesienny sztorm z południowego zachodu przyniósł wielkie zniszczenia; mieszkańcy oświadczyli, że nie mogą dłużej tu pozostać, jeśli nie zostaną obniżone czynsze. Zarządzono więc przeprowadzenie inspekcji gruntów, po czym czynsz rzeczywiście obniżono. W maju 1822 roku znów nastąpiło silne zasypanie piaskiem. W tym samym roku we wsi pozostało jeszcze pięciu gospodarzy.

Kolejne lata musiały przynieść ostateczne, całkowite opuszczenie pierwotnego miejsca wsi. W 1825 roku Jahmann wspomina jeszcze o zrujnowanym budynku gospody i samotnym domu opieki z przyległym spichlerzem, dodając, że aż do tego czasu niewielka część pól Krasnorieczia była żałośnie uprawiana przez dawnych właścicieli tej wsi, którzy osiedlili się już w Rybaczij. Gospoda, o której wspomina Jahmann, została wzniesiona w samej wsi po tym, jak pierwszą zasypano w 1749 roku, a drugą w 1797 roku. Nieco dalej na wschód zbudowano trzeci zajazd – być może dom mieszkalny, ponieważ w latach 1825–1827 był on wydzierżawiony pewnemu rybakowi.

W 1826 roku komisarz sądowy Batocki, właściciel majątku Sosnowka (Bledau), zbudował nowy spichlerz, wykorzystując do tego krzewy z Krasnorieczia. Kwestia zadrzewienia i krzewów zawsze była bolesnym problemem na Mierzei, ponieważ krzewy stanowiły jedyną ochronę przed nawiewanym piaskiem. Wydmy zagrażały mieszkańcom, a mieszkańcy wycinali krzewy – i w ten sposób niszczyli własną obronę przed żywiołem.
kunzen9.jpg
Gottlieb Berendt (1866):
Po lewej stronie, przez głębokie wietrzne rozcięcie w górskim grzbiecie, który opadał ku równinie, otwierał się wąski widok na szerokie, ruchome przestrzenie zalewu. Przed tym przełomem, u stóp łagodnie wznoszących się wzgórz, które dopiero co zostały oczyszczone przez wiatr, widniały ślady dwóch dawnych domów, na których wciąż można było rozpoznać układ progów i belek tworzących fundament. Obok nich niepozorne resztki murów wskazywały miejsce dawnego kościoła, a pierwszy plan był usiany ludzkimi czaszkami i kośćmi, pośród których w słońcu bielał jeszcze nietknięty rząd szkieletów.
Passarge (1878):
Zaraz za kościołem, po jego wschodniej stronie, rozciąga się całe piaszczyste pole, pokryte ludzkimi czaszkami i wyblakłymi kośćmi - to dawne cmentarzysko Kunzen. Fala piasku, która zniszczyła wieś i kościół, pogrzebała również cmentarz. Jednak wydma posunęła się dalej, wiatr wzburzył pole trupów i dziś smutne szczątki leżą odsłonięte, dryfując wraz z burzą i piaskiem. Lecz liczba czaszek z każdym rokiem maleje. Przechodzący przyrodnik zabiera jedną lub drugą, kilka zostało zmiażdżonych przez koła wozów lub końskie kopyta, wszystkie rozpadły się, popękały od deszczu, mrozu i wiatru. Pole zniszczeń Kunzen leży na początku szerokiej piaszczystej równiny, po której wydmy rozpełzły się jak rój szarańczy - z tą różnicą, że tutaj zniszczenie pozostało na zawsze.
kunzentabliczka.jpg
kunzenobecnie1.jpg
Pod koniec XIX wieku wyznaczono nowy teren na granicy Rybaczij, gdzie zbudowano nową osadę o tej samej nazwie. To miejsce znajdowało się około 2 km od starego. Gottlieb Berendt w swojej publikacji z 1868 roku pt. „Geologia Mierzei Kurońskiej…” pisał:
Od kilku lat obecny właściciel zajazdu w Kunzen oraz posiadacz ziemski von Batocki z Bledau, który był właścicielem gruntów w Kunzen, nie widział już pożytku ze swoich włości. Sprzedał należący do niego teren, położony ⅛ mili na wschód od zasypanej wsi Kunzen, mieszkańcom Kranz-Beck. Stało się to w 1860 roku. Neu-Kunzen składał się z czterech gospodarstw, których położenie dość dokładnie odpowiada wschodniemu krańcowi ramienia wydmy, która wcześniej przemieściła się nad starym Kunzen. Niestety, ruch wydmy z zachodu na wschód mógł wkrótce pochłonąć również nowo założony folwark.
W latach 80. XIX wieku nadciągająca ściana piasku dotarła do pierwszej stodoły spośród czterech należących do właścicieli. Na poniższej mapie jest to trójkąt.
kunzennowe1.jpg
wydmy kunzen nowe.jpg
Nowej wsi piasek już nie pochłonął. Obecna nazwa Krasnorieczie została nadana w 1950, co sugeruje, że wieś jeszcze krótko po wojnie istniała. Dziś miejscowość nie istnieje, i stanowi część kompleksu leśnego.
krasnorieczie obecnie.jpg
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
prospero
Posty: 12
Rejestracja: 26 sty 2024, 11:38
Lokalizacja: ols

Re: Krasnorieczie/Красноречье - Kunzen (rejon zielenogradski)

Post autor: prospero »

Szkoda, że tak mało osób zagląda jeszcze na forum i ich omijają Twoje wpisy. Mam nadzieję, że Cię to nie zniechęci, bo zawsze na nie czekam.
Awatar użytkownika
Batory
Posty: 110
Rejestracja: 30 cze 2025, 21:22
Lokalizacja: Elbląg
Lokalizacja: Rottach-Egern

Re: Krasnorieczie/Красноречье - Kunzen (rejon zielenogradski)

Post autor: Batory »

Spokojnie, nie mam zamiaru kończyć. ;) Wpisy nadal będą. Nawet jeżeli obecnie moja "widownia" jest skromna, to wiem, że zawsze ktoś to przeczyta, i to się liczy.
Awatar użytkownika
Batory
Posty: 110
Rejestracja: 30 cze 2025, 21:22
Lokalizacja: Elbląg
Lokalizacja: Rottach-Egern

Re: Krasnorieczie/Красноречье - Kunzen (rejon zielenogradski)

Post autor: Batory »

Przynajmniej dwa błędy się wkradły w opis.
1. Louis lub Ludwig Passarge, nie Lewis.
2. W momentach, gdy pojawia się nazwisko pastora Burckhardta, często zapisałem je jako "Burkhardt".
Awatar użytkownika
Batory
Posty: 110
Rejestracja: 30 cze 2025, 21:22
Lokalizacja: Elbląg
Lokalizacja: Rottach-Egern

Cmentarzysko Stangenwalde na Mierzei Kurońskiej

Post autor: Batory »

W pobliżu pierwotnego miejsca Krasnorieczia znajduje się cmentarzysko Stangenwalde (które w tekście określiłem, być może trochę błędnie, jako "mogiłki Stangenwalde"). Do jego opisu oprę się na artykule Schifferdecker'a, opublikowanym w tomie 12 z roku 1871 czasopisma "Pisma Fizyczno-Ekonomicznego Towarzystwa w Królewcu" (Schriften der Physikalisch-Ökonomischen Gesellschaft zu Königsberg in Preußen).

W roku 1869 doktor Schneider przesłał do Królewca kilka niewielkich urn oraz kilka brązowych ozdób, które przywiózł ze swojej podróży po Mierzei Kurońskiej. Otrzymał je w Rybaczij (Rossitten) z wyjaśnieniem, że zostały znalezione na starym cmentarzysku niedaleko osady. Dzięki tym znaleziskom jesienią tego samego roku wysłano ekspedycję z ramienia Towarzystwa Fizyczno-Ekonomicznego, w skład której weszli profesor von Wittich, doktor Lohmeyer i doktor Berendt, aby przeprowadzić wykopaliska na miejscu. Podczas tych prac odkryto szkielety i wiele artefaktów. W roku 1870 Schifferdeckerowi udało się kontynuować badania i zebrać znaczną ilość materiału.

Według opisu Schifferdeckera:
Około pół mili na południowy wschód od Rossitten, na zwróconym ku morzu zachodnim stoku wydmy o wysokości około 100–150 stóp, mniej więcej w połowie jej wysokości znajduje się łagodny fragment terenu, który od razu wyróżnia się spośród pozostałych części. Prawie cała żółtawa, piaszczysta równina wydmy, nieporośnięta trawą, usiana jest bielejącymi kośćmi, brązowymi i zaśniedziałymi metalowymi ozdobami, dużymi żelaznymi gwoździami oraz niezliczonymi odłamkami urn, których wewnętrzna powierzchnia wydaje się poczerniała od węgla drzewnego. To "miejsce" o szerokości około 20–30 kroków i długości 30–40 kroków wskazuje na lokalizację dawnego cmentarzyska. Jeśli wykopać piasek na głębokość nie większą niż 2,5 stopy, można natychmiast natrafić na pochowane tam szkielety.
Z mapy geologicznej z 1916 roku wynika, że dawniej aż do traktu pocztowego biegnącego przez Mierzeję rozciągał się sam piasek. Cmentarzysko znajdowało się pośrodku między dwiema wysokimi wydmami.
stangenwalde1.jpg
stangenwalde2.jpg
Nazwa cmentarzyska weszła do historii archeologii Prus jako "Stangenwalde", ponieważ w odległości około ¼ mili na południe prawdopodobnie znajdowała się wieś o tej samej nazwie. Poniższa ilustracja pochodzi z książki Berendta. Podpis pod rysunkiem brzmi: "Der Höhe Dünenkamm (echte Stürzdüne) von der Haffseite. Gegend des verschütteten Dorfes Stangenwalde", co znaczy: "Wysoki grzbiet wydmy (prawdziwa wydma osuwiskowa) od strony Zalewu. Okolica zasypanej wsi Stangenwalde."
stangenwalde3.jpg
stangenwalde4.jpg
Podczas wykopalisk Schifferdecker odkrył, że zmarli byli pochowani w trumnach, o czym świadczyły deski ułożone w formie trapezu oraz metalowe gwoździe. W tych trumnach - co dobrze widać było po ułożeniu kości - ciała leżały wyprostowane, z rękami skrzyżowanymi na piersi tak, że dłonie dotykały obojczyków, albo opuszczonymi wzdłuż ciała, bądź złożonymi jedna na drugiej na brzuchu. Zwłoki nie były palone, ponieważ żadne kości nie nosiły śladów ognia; zmarli byli pochowani w ubraniach, wraz ze swoimi ozdobami i bronią.

Jeśli chodzi o układ grobów względem siebie, Schifferdecker zauważył, że ich osie podłużne nie są równoległe, lecz krzyżują się pod różnymi kątami, a niektóre groby znajdują się jeden nad drugim. Kiedy po raz pierwszy przybył na miejsce, dwa groby były już niemal całkowicie odsłonięte przez wiatr. Zobaczył dwie trapezowate formy wyznaczone przez żelazne gwoździe. Oba groby były zorientowane z południa na północ, a w południowym końcu każdego z nich znajdowały się fragmenty czaszek, co oznacza, że zmarli byli pochowani twarzą na północ.

Następnie odkopał on groby ciągnące się ze wschodu na zachód lub w innych kierunkach. W grobach leżących jeden nad drugim udało mu się wyróżnić miejscami trzy warstwy, a ich orientacje były bardzo zróżnicowane. W około połowie grobów ciała przykryte były warstwą węgla drzewnego, który - nawet sprasowany przez ciężką warstwę piasku - miał grubość około dwóch cali. Warstwa ta z pewnością wypełniała całą przestrzeń między ciałem a ścianami trumny.

Znalezione przedmioty zostały bardzo szczegółowo opisane przez Schifferdeckera i przedstawione na rysunkach.
stangenwalde5.jpg
Wśród wyrobów jubilerskich odkryto głównie ozdoby z brązu - klamry, pierścienie, obręcze na szyję i ręce, dzwoneczki itp.. Szczególnie interesująca była klamra z szerokim polem, na której widniał napis "Ave Maria" (tablica II, rys. 16). Dwa złote pierścienie, które znaleziono, trafiły do pary chłopskiej z Rybaczij i były przez nich używane jako obrączki ślubne. Wśród srebrnych przedmiotów znajdowało się ozdobne zapięcie pasa. Z żelaza odkryto m.in. charakterystyczny łańcuch (tablica III, rys. 10), grot włóczni, gwoździe, pierścień i klamry. Z kamienia - oprócz wielu fragmentów urn - odnaleziono dwie w pełni zachowane urny, które zawierały jedynie węgiel drzewny.
stangenwalde6.jpg
Jeśli chodzi o wiek tych grobów, można go w przybliżeniu określić na podstawie znalezionych w nich monet – nie mogą być starsze niż z roku 1350. Religia dawnych mieszkańców Mierzei była już wówczas chrześcijańska, na co wskazuje znaleziona klamra z napisem "Ave Maria". Nie wiadomo, czy chowanie zmarłych w trumnach było dawnym zwyczajem mieszkańców kosy, czy też zostało wprowadzone przez zakon krzyżacki, ponieważ kremacja była wówczas zakazana pod groźbą śmierci. Węgiel drzewny w trumnach mógł być symbolicznym nawiązaniem do wcześniejszej tradycji palenia ciał - próbą zachowania dawnych rytuałów w zmienionej formie. Groby, w których nie znaleziono węgla, można się domyślać, że są o kilka dziesięcioleci młodsze, kiedy zwyczaj ten stopniowo zanikał. Trudno też jednoznacznie określić, do czego służyły urny - ich wewnętrzne ścianki były poczerniałe, co wskazuje, że również wypełnione były węglem drzewnym.

Na podstawie znalezisk można przypuszczać, że mieszkańcy Mierzei w tym czasie utrzymywali się z polowań i rybołówstwa. Nie znaleziono żadnych narzędzi rolniczych ani śladu hodowli koni, co zresztą nie dziwi. Jednocześnie prowadzone były ożywione kontakty handlowe z sąsiednimi ludami, o czym świadczą liczne przedmioty i ozdoby z metalu, niektóre importowane, a także wielobarwne szklane paciorki. Nie wiadomo dokładnie, do jakiej jednostki osadncizej należało to cmentarzysko. Być może spoczywali tu mieszkańcy osady Korallenberg, ponieważ znaleziska są bardzo podobne, a może pochodzili z pierwszego Krasnorieczia, leżącego również około 500 metrów od nekropolii, lub też z hipotetycznej wioski Stangenwalde.

Obecnie cmentarzysko Stangenwalde znajduje się w lesie.
stangenwalde7.jpg
stangenwalde8.jpg
stangenwalde9.jpg
stangenwalde10.jpg
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
Batory
Posty: 110
Rejestracja: 30 cze 2025, 21:22
Lokalizacja: Elbląg
Lokalizacja: Rottach-Egern

Korallenberge - zaginiona osada (1)

Post autor: Batory »

Trzecia część do tematu, tym razem o pobliskich wzniesieniach zwanymi Korallenberge.

W 1869 roku wysłano ekspedycję zorganizowaną przez Towarzystwo Fizyczno-Ekonomiczne, w składzie profesora von Witticha oraz doktorów Berendta i Lohmeyera, aby zbadać cmentarzysko Stangenwalde, o którym pisałem wyżej. Zwrócili oni uwagę na pewne znaleziska archeologiczne mieszkańców Rybaczij (Rossitten, które zostały odkryte w innym miejscu, od strony morza, na wydmie Korallenberge.

Około 5 km na południowy zachód od Rybaczij, niemal dokładnie na zachód od starego Krasnorieczia, na morskim brzegu, między wydmą ochronną a plantacją leśną Rybaczij, leżą dwa duże wzgórza otoczone kilkoma mniejszymi, zwane właśnie Korallenberge. Uczeni obejrzeli ten teren i w kilku miejscach na dwóch dużych wzgórzach przeprowadzili wykopaliska, lecz bez powodzenia, zwłaszcza że panująca wówczas zła jesienna pogoda uniemożliwiła dłuższy pobyt i kontynuację badań. Mimo to w 1870 roku Korallenberge zainteresowały lekarza Paula Schifferdeckera, który uczestniczył w wykopaliskach cmentarzyska Stangenwalde. Po kilku latach zbadał on te wydmy bardziej szczegółowo, przeprowadzając wykopaliska. Starannie opisał wszystkie siedem wzgórz i wykonał fotografie tych miejsc.

Mimo to w 1870 roku Korallenberge zainteresowały lekarza Paula Schifferdeckera, który uczestniczył w wykopaliskach cmentarzyska Stangenwalde. Po kilku latach zbadał on te wydmy bardziej szczegółowo, przeprowadzając wykopaliska. Starannie opisał wszystkie siedem wzgórz i wykonał fotografie tych miejsc. Według Schifferdeckera nazwa Korallenberge pochodzi od litewskiego słowa korallis, oznaczającego „króla”, „wodza” - podobnie uważał Louis Passarge:
Korallenberge pochodzi od łotewskiego karälaus (król, pan, stąd słowiańskie król), dlatego nie ma nic wspólnego z tworami koralowymi
Bezzenberger natomiast uważał, że nie należy pomijać możliwego pochodzenia nazwy od kareles - „paciorki, koraliki”, z kurońskiego:
Wydmy na południowy zachód od Rossitten, zwane potocznie Korellenberge, w języku kuronów Karele-Kalns (Sarkau). Nazwa nie ma nic wspólnego z litewskim karâlius – ‘król’, lecz oznacza dokładnie to, co rozumie prosty człowiek (por. kuron. kareles – ‘perły’, lit. karélkis – ‘koraliki, paciorki’, prusko-wsch. Korelle – ‘perła’ oraz wyrażenia typu Corallen von Bornstein (koralowe bursztyny). W Rossitten widziałem bursztynowe paciorki z Korallenberge.
Schifferdecker zaznaczał, że wśród miejscowej ludności nie istniały żadne legendy o pochodzeniu i przeznaczeniu tych wydm, mimo ich dość pięknej nazwy. Wiadomo jedynie, że wzgórza te służyły jako tymczasowe obozowisko szwedzkich rybaków, którzy mieszkali w rybackich budach, przypływając tu dla obfitych połowów - ale było to około 300 lat temu (1570). Jedynie turyści i mieszkańcy, odwiedzający te wydmy, znajdowali tam liczne dawne brązowe ozdoby, odłamki urn, zęby i kości zwierzęce, a czasem bursztyn. Towarzystwo Starożytności Prus w Królewcu posiadało szklaną niebieską koralikową paciorkę i kilka brązowych ozdób z Korallenberge, podarowanych przez turystów. Z tego powodu Schumann uznał to miejsce za cmentarzysko dawnych pogańskich Prusów, nie prowadząc dalszych badań. Tak więc wykopaliska niemieckich uczonych właśnie na tych wzgórzach nie przyniosły żadnych rezultatów.

Dopiero w 2001 roku Władimirowi Kułakowowi udało się odkryć na dużym południowo-zachodnim wzgórzu wiele interesujących rzeczy.
korallen1.jpg
Przejdźmy do opisu tych wydm według P. Schifferdeckera (1872). Sporządził on ich szczegółowy plan przy pomocy Berendta. Fotograf Michalki wykonał serię zdjęć, na podstawie których później wykonano litografie. Grupa Korallenberge składa się z 7 wzniesień o różnym kształcie i wielkości, z których dwa znacznie przewyższają pozostałe pięć pod względem wysokości i rozciągłości. Południową grupę wzgórz można podzielić na ciąg wzgórz Q, H, G, I (przy czym wzgórza Q, H i G są ze sobą szczególnie ściśle powiązane), a także na zespoły wzniesień: południowo-zachodnie wzgórze (A, B, C, D, S) oraz wzgórze F, które prawie tworzą jedno wspólne wzniesienie. Zdjęcie ogólne zostało wykonane z awanduny, z punktu położonego mniej więcej w połowie drogi (125–130 m) między dwoma największymi wzgórzami (współczesna fotografia została wykonana mniej więcej z tego samego miejsca). Przed szczytem „K” północno-wschodniego wzgórza widzimy początek terasowatego wzniesienia, które ciągnie się aż do wzgórza I, położonego mniej więcej w środku ilustracji. W tle widać las, a za nim falistą linię wydm od strony Zalewu (wydma Schiefer Berg po lewej oraz sąsiadujący z nią szczyt — obecnie teren Wydmy Matrosowa). Na prawo od wzgórza I, które w całości leży przed nami, po krótkiej przerwie widzimy wyższe, tępo stożkowate wzgórze G, położone nieco dalej; a za nim – po niewielkim obniżeniu – wzgórze H. Z kolei wzgórze Q jest ukryte przez strome zbocze wzgórza F, którego szczyt widzimy (to najwyższe z wzgórz) nad występem w środkowej części boku BC dużego południowo-zachodniego wzgórza. To ostatnie, duże wzgórze, leży przed nami na całej długości, z dwoma wystającymi narożnikami B i C oraz dwiema zagłębieniami między nimi, które znów otaczają centralny występ. Na jego powierzchni widzimy także bok A–B pod kątem, część powierzchni leżącą pomiędzy B i A (wydma ochronna jest dość wysoka, a my stoimy na jej wysokości) oraz zakrzywioną krawędź zwróconą ku F na około połowie swojej długości.
korallen2.jpg
Wzgórza te zbudowane są z czystego, przemieszczającego się piasku, a ich powierzchnia bywa zróżnicowana:

1. części porośnięte trawą (boki BC, CD),
2. części nagie, z odsłoniętym żółtym piaskiem.

Właśnie na tych nagich częściach można znaleźć liczne przedmioty, które przez długi czas budowały legendarną reputację Korallenberge. Najbardziej interesujące są duże kamienie (niekiedy wielkości ludzkiej głowy) o ostrych krawędziach, które powstały przez sztuczne rozłupywanie większych głazów. Setki takich kamieni są porozrzucane po piasku. Między nimi leżą: fragmenty urn, kawałki brązowych ozdób, zęby i kości zwierząt, okruchy bursztynu, a co ciekawe - pewna ilość żużlu, który według specjalistów jest żużlem żelaznym. Kamienie te odcinają się jako czarne punkty na tle białego zbocza wydmy.
korallen3.jpg
korallen4.jpg
korallen5.jpg
Należy zaznaczyć, że Schifferdecker prowadził wykopaliska na innych pagórkach (I i G). Odnaleziono dowody na to, że wzniesienia Korallenberge nie są cmentarzyskiem, lecz osadą, którą badacz datował na XIII–XIV wiek. A obecność cmentarzyska Stangenwalde w odległości 600 m (120 rut) od południowo-zachodniego pagórka mogła wskazywać na miejsce pochówku mieszkańców osady Korallenberge, ponieważ znaleziska z obu lokalizacji były bardzo podobne.
korallen6.jpg
korallen7.jpg
korallen8.jpg
korallen9.jpg
korallen10.jpg
Na stanowisku południowo-zachodniego wzgórza podczas Bałtyckiej ekspedycji RAS (Instytut Archeologii RAS) odsłonięto wykopy I (2001 r.), II i III (2002 r.) oraz IV (2008 r.) (zob. rysunki). Łączna powierzchnia przebadanego fragmentu terenu osadniczego osiągnęła 85 m². Wszystkie wykopy łączy obecność w ich obrębie pozostałości dwóch poziomów zabudowy. Do głębokości 0,4 m występował piasek wydmowy pozbawiony znalezisk i jakichkolwiek domieszek pochodzenia antropogenicznego. Właśnie taki grunt natrafili w swoich sondażach na wydmach Korallenberge niemieccy badacze podczas rekonesansowego sezonu terenowego w 1869 r. To skłoniło ich do przypuszczenia, że w wyniku działalności eolicznej (wietrznej) zniszczeniu uległ położony tu cmentarz, z którym łączono pojedyncze znaleziska znajdowane na powierzchni.
korallen11.jpg
Podczas wykopalisk odkryto liczne znaleziska, przedstawione na rysunku. Wszystko szczegółowo opisano w pracy Władimira Kułakowa. Z tej pracy:
Materiał faktyczny, uzyskany w trakcie wykopalisk osady, przekonująco wskazuje na pierwsze dziesięciolecia XII wieku jako czas zakończenia istnienia osady Korallenberge. Życie na obu horyzontach zabudowy gospodarstwa (tak wstępnie można określić typ tej osady, nie nazywając jej grodziskiem z powodu niewielkich rozmiarów) zamiera z powodu katastrof, które dotknęły jej mieszkańców […]. Po fatalnym pożarze, który szalał tu na początku XII wieku, życie na południowo-zachodniej wydmie Korallenberge nie zostało wznowione. Dla górnego poziomu osadniczego można stwierdzić obecność pozostałości konstrukcji słupowej. W narożnych słupach (ich podstawy były wzmocnione glinianą polepą) osadzono deski z wyżłobionymi piórami, w które pionowo wstawiano belki ścienne przeplatane chrustem […]. Zewnętrzna powierzchnia ściany była pokryta na chrust warstwą gliny z wybielaną stroną licową. W trakcie pożaru glina uległa działaniu wysokiej temperatury. Od wewnątrz powierzchnia ściany była wzmocniona warstwą drobnych kamieni spojonych gliną. Ten cienki warstwowy mur stał na podwójnych deskach podłogi.
korallen12.jpg
korallen13.jpg
Przyjrzyjmy się zespołowi wydm, które znajdują się obok Południowo-zachodniej wydmy: Q–H–G, a także wydmie „I”.

Schifferdecker:
U podnóża wzgórza „F” leżą w szeregu trzy niewielkie wzgórza Q, H, G, które w takiej kolejności stopniowo stają się wyższe i szersze, a oddzielone są od siebie jedynie niewielkimi obniżeniami w formie rozcięć. Uważam, że pierwotnie tworzyły one jedno wzgórze i dopiero później zostały oddzielone od siebie przez pęknięcia wywołane wiatrem.

Podczas gdy Q jest jedynie stopniowo wznoszącą się wyniosłością o wysokości 2–3 stóp (0,65–0,97 m), H ma już 7–8 stóp (2,2–2,5 m), a G, w kierunku ku F, osiąga wysokość 16 stóp (5 m), natomiast w kierunku prostopadłym do linii łączącej te trzy wzgórza i zwróconym ku plantacji – 11 stóp (3,6 m). Wydma G była kulista, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy (obecnie, w wyniku wykopalisk, brak jej wierzchołka - Batory). Dalej na północ znajduje się wydłużone, wąskie, lekko S-kształtne wzgórze „I” o wysokości 10–13 stóp (3–4 m), którego powierzchnia jest płaska, a boczne ściany opadają dość stromo […]. Trawą pokryte są powierzchnie wzgórza G (z wyjątkiem płytkiego wąwozu schodzącego ku H), dwie długie strony wzgórza H oraz wzgórze I.

Górna powierzchnia dwóch mniejszych wzgórz Q i H, a także płytkiego wąwozu wydmy G (schodzącego w stronę H), składa się z piasku, z rzadkimi kępami trawy. Na tym piasku, który na szczycie wzgórza G miał barwę czarno-szarą, a miejscami – na brzegach dwóch pozostałych wzgórz – leżały zęby i kości zwierząt, skorupy urn, fragmenty brązu, drobne kamienie, bursztyn, szkielety ryb […]. Członkowie ekspedycji Towarzystwa Fizyczno-Ekonomicznego w 1869 roku przeprowadzili wykopaliska na wzgórzu „I” oraz u podnóża wzgórza G, jednak bez sukcesu. Wciąż znajdowałem ślady tych wykopalisk, gdy odwiedziłem te wydmy rok później wraz z nauczycielem Falkiem, który był moim przewodnikiem i opowiedział mi o badaniach, w których brał udział. Sam wykonałem kilka prób, również bez rezultatów.

Zanim odszedłem, postanowiłem dowiedzieć się, co oznacza czarno-szary piasek na jednym ze zboczy wzgórza G. Wykopaliska przeprowadzone w tym i następnym roku dały następujący wynik:

Po zdjęciu warstwy czarno-szarego piasku o grubości około 0,5–1,5 stopy (0,16–0,5 m), porośniętej trawą na powierzchni, odkryto inną warstwę o grubości 0,5–2,5 stopy (0,16–0,93 m), twardszą i poczerniałą od węgla drzewnego, a poniżej – zwykły biały piasek wydmowy. Tworzył on wąski pas o wymiarach 15 kroków na 3 kroki, który ciągnął się przez całe wzgórze. Warstwa ta składała się z gęstej mieszaniny piasku, węgla drzewnego, popiołu, skorup garnków, kawałków i całych kości, rybich szkieletów i łusek, kawałków bursztynu, licznych tłuczonych kamieni, odłamków krzemienia i drobnych kawałków gliny; nielicznie trafiały się wyroby z kości, żelaza i brązu. Krótko mówiąc – była to kompletna warstwa kuchennej odpadkowni. Warstwę tę da się prześledzić również na wzgórzach H i Q.

O tym, że wzgórza te stanowiły jedność, świadczą następujące obserwacje:
1. trzy wzgórza leżą dokładnie w jednej linii;
2. wznoszą się bardzo stopniowo i równomiernie od Q ku G, tak że północna strona każdego z nich jest wyższa od południowej;
3. ten sam poziom węgla drzewnego można prześledzić na wszystkich trzech i zaczyna się on na tej samej wysokości;
4. luźny piasek wydmowy, z którego są zbudowane, sprzyja powstawaniu szczelin wiatrowych.

Wzgórze Q całkowicie, a H częściowo narażone są na wiatr zachodni, podczas gdy G jest dość dobrze przed nim osłonięte. Na południowym krańcu wzgórza „I” również odkryto warstwę węgla drzewnego. Warstwa ta znajdowała się tuż pod powierzchnią piasku, ale nie była tu wymieszana z kośćmi itd., a jedynie z niewielkimi polnymi kamieniami. Pas o wymiarach 8 na 6 kroków, nie rozciągał się dalej, choć kontynuował się na tym samym poziomie, lecz gwałtownie urywał się na krawędziach, co skłoniło mnie do przypuszczenia, że mam przed sobą pozostałości niewielkiej budowli zniszczonej przez ogień. Tutaj, podobnie jak na innych większych kamieniach leżących w tak dużej liczbie wokół, nie odkryto żadnych śladów zaprawy ani innego spoiwa.
qhg1.jpg
g1.jpg
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
Batory
Posty: 110
Rejestracja: 30 cze 2025, 21:22
Lokalizacja: Elbląg
Lokalizacja: Rottach-Egern

Korallenberge - zaginiona osada (2)

Post autor: Batory »

c1.jpg
Korallenberge wcześniej uważano za miejsce pochówku, jednak ten pogląd został obalony przez nasze badania. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z dawną rezydencją, miejscem, gdzie znajdowała się osada. Jakiego rodzaju i charakteru była to osada, jak duża — oczywiście trudno dziś określić. Nietypowy kształt wzgórz wskazuje na to, że były one umocnione, a ilość kamieni pokrywających ich powierzchnię mogła trafić tu jedynie dzięki pracochłonnemu kruszeniu dużych głazów leżących na brzegu zalewu w okolicach Rybaczij. Służyły one do wznoszenia budowli lub murów obronnych o szczególnej wytrzymałości. Jeśli moje przypuszczenie jest słuszne, to w XIV–XV wieku drewno było dostępne w obfitości, natomiast kamienie wykorzystywano głównie do umocnień. To, że po zabudowaniach nie pozostał nawet ślad, świadczy o tym, że były one wykonane z drewna, które — biorąc pod uwagę klimat — było najbardziej odpowiednim materiałem. Dlatego nie możemy dziś określić skali osadnictwa.

Czy budowla, która — jak zakładamy — stała na wzgórzu „I”, pochodziła z tego samego okresu, nie da się rozstrzygnąć. Możemy jednak przypuszczać, że domostwa znajdowały się wewnątrz fortyfikacji, a zatem ograniczałyby się do powierzchni wzgórz ABCD, F i KLMNR, ponieważ prawdopodobnie tylko one były wzmocnione. Na wzgórzach Q, H, G odkryto ślady obozowisk, choć należy założyć, że znaczna liczba stanowisk znajdujących się na dużych wzgórzach została zniszczona, a w obfitości fragmentów kości i ceramiki, walających się po tych wzgórzach, zachowały się jedynie ich resztki. Dlatego jest to jedynie hipoteza.

Można zakładać, że osada była niewielka, ale istniała przez długi czas, przez kilka pokoleń. Jakie były relacje między tymi kolonistami a rdzennymi mieszkańcami Mierzei? Czy być może nimi władali? Czy nazwa „Korallenberge” wiąże się ze starymi, utraconymi tradycjami? Jak wyglądały ich stosunki z Zakonem Niemieckim? Wszystko to pytania, na które wciąż nie mamy odpowiedzi. Niech dalsze badania, prowadzone z nową energią i entuzjazmem, wypełnią te luki w naszej wiedzy, skorygują nasze błędy i coraz bardziej uchylają zasłonę, która wciąż okrywa starożytną historię naszej prowincji, a zwłaszcza Mierzei Kurońskiej.

— P. Schifferdecker
Przyjrzyjmy się dokładniej schematowi północno-wschodniego wzgórza sporządzonemu przez Schifferdeckera. Dokonał on pomiarów wysokości czterech punktów: K – 23 stopy (7,3 m), L i M – 25 stóp (ok. 8 m), N – 19 stóp (6 m). Boczne zbocza, opadające pod różnymi kątami, wykazują liczne zagłębienia i wypukłości. Szczególnie głębokie jest zagłębienie między punktami M i R. Powierzchnia wzgórza jest dość płaska, z wyjątkiem płytkiego obniżenia, które przebiega przez wąski grzbiet prowadzący do punktu M, oddzielając go w ten sposób od pozostałej części wzgórza. W obniżeniu między M i R stok boczny tworzy taras, którego środek oznaczony jest jako N. Taras ten leży około 6 stóp (2 m) poniżej głównej powierzchni wzgórza.
wzgorza1.jpg
wzgorza2.jpg
Róg K.jpg
Strona MNR.jpg
Znajduje się tu jeden z domków ośrodka turystycznego „Chwojnoje” (Хвойное) - a właściwie kiedyś znajdował się tutaj taki ośrodek. Z tego, co piszę Swieta, mieszkał tu niejaki Jewgienij z rodziną - byli tam zameldowani, ale po śmierci ojca zaczął się na nich jakiś nacisk. U Kułakowa budynek ten oznaczony jest jako posiadłość A. I. Grigorjewa. Nie wiadomo jednak, czy dom rzeczywiście należał do Grigorjewa, czy też znajdowała się tu jakaś stacja. Andriej Iwanowicz Grigorjew (1927–2019) był uczestnikiem II wojny światowej. W latach 1988–1992 pracował jako zastępca dyrektora ds. zagospodarowania parku, a także tworzył warunki do rozwoju zorganizowanej turystyki na Mierzei Kurońskiej. Dzięki jego inicjatywie i aktywności w krótkim czasie przygotowano całą dokumentację niezbędną do funkcjonowania parku narodowego. To on zaprosił do współpracy litewskich rzeźbiarzy drewna i wprowadził na Mierzei Kurońskiej zwyczaj ozdabiania terenu drewnianymi rzeźbami. Pod jego kierownictwem zorganizowano pierwszy leśny parking samochodowy — na 14. kilometrze, przy centrum wizytowym „Kompleks muzealny”.

W latach 1983–1988 Grigorjew jako zastępca przewodniczącego komitetu obwodowego — przewodniczący rady obwodowego zjednoczenia agroprzemysłowego - surowo kontrolował dzierżawców na Mierzei Kurońskiej, zapewniając oczyszczanie lasu i poboczy z zaśmiecenia. Zawsze osobiście przyjeżdżał na kontrole i nie podpisywał dokumentów dzierżawnych, jeśli teren nie był odpowiednio uporządkowany. Andriej Iwanowicz był zakochany w Mierzei i w kolejnych latach zawsze interesował się u pracowników parku narodowego, jak idą sprawy, służył radą. Zgodnie z katastrem dom o powierzchni 106 m², wybudowany w 1945 roku, znajduje się w prywatnej własności wraz z działką 600 m². Obecnie - według słów miejscowych - dom jest wystawiony na sprzedaż.

Ciekawe, czy podczas budowy domu odkryto warstwę kulturową — zapewne nigdy się tego nie dowiemy. W 1869 roku niemieccy badacze niczego tutaj nie znaleźli.
ośrodekchwo1.jpg
ośrodekchwo2.jpg
strona LM1.jpg
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
Batory
Posty: 110
Rejestracja: 30 cze 2025, 21:22
Lokalizacja: Elbląg
Lokalizacja: Rottach-Egern

Re: Krasnorieczie/Красноречье - Kunzen (rejon zielenogradski)

Post autor: Batory »

Poprawianie błędów ciąg dalszy.
1. W poście o zaginionej osadzie Korallenberge wkleił mi się dwa razy opis na początku (Mimo to w 1870 roku Korallenberge zainteresowały lekarza Paula Schifferdeckera...)
2. Johann Weuser faktycznie powinien być zapisany jako Johann Woyser
3. Galius Mavius faktycznie powinien być zapisany jako Gallus Mävius
3. "Był też syn byłego pastora Johanna Kersteniusa" - faktycznie Johanna Kerstena (nazwisko Kersten)
ODPOWIEDZ