Historia regionu
Wyszukaj
Aktualnie...
Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 

Bitwa pod Małgą 12 maja 1807r.

25 marca 1807 roku kozacy zaatakowali polskie posterunki nad Omulwią. Na Kot uderzył pułkownik Piotr Karpow, na Dębowiec ataman Płatow a na Małgę generał Bazyli Iłowajski. Do najcięższej potyczki doszło pod Małgą. W walce z polską piechotą Kozacy ponieśli tam znaczne straty, ale rozbili polski 1. pułk kawalerii narodowej, biorąc do niewoli 231 oficerów i żołnierzy oraz ponad 400 koni, zginęło około 300 polskich żołnierzy. Do niewoli dostał się między innymi podpułkownik Ignacy Stokowski. Kozacy wycofali się, widząc nadchodzące od strony Janowa polskie posiłki pod dowództwem generała Fiszera.

W maju 1807 r. dowodzący wojskami rosyjskimi Beningsen, chcąc zamaskować atak w kierunku Dobrego Miasta, nakazał atamanowi Płatowowi wywoływać niepokoje. Wykonując to zadanie Kozacy w sile około 2 tysięcy 12 maja uderzyli na Małgę, a przede wszystkim na młyn Przeganisko. Otoczona załoga młyna, pod dowództwem kapitana Leszczyńskiego, zawzięcie się broniła, w końcu jednak młyn padł. W tym czasie śpieszył mu już na pomoc z Małgi oddział podpułkownika Jana Krukowieckiego, późniejszego generała powstania listopadowego i gubernatora Warszawy. Wskutek przewagi liczebnej Kozaków również oddział Krukowieckiego szybko został otoczony. Dzielnie się jednak bronił i doczekał odsieczy w postaci nadciągającego z Wał generała Fiszera.

Jan Stefan Krukowiecki

 Jan Stefan Krukowiecki

Dowodzący pod Małgą podpułkownik Krukowiecki zrelacjonował całą walkę następująco: "O godzinie 4 - tej z rana kozacy w czterech mocnych kolumnach przez Rekownicę i między laskami, ku młynkowi raptownie wypadli i atak przeciw niemu rozpoczęli. Jak tylko ich zamiar spostrzegłem, z większą częścią batalionu, podzieliwszy go na trzy oddziały, poszedłem na odsiecz memu posterunkowi. Prawe dwa moje oddziały, zbliżywszy się ku młynkowi, zastawszy go już wziętym, widząc przy tym nieprzyjaciela w nadto przemagającej sile, zatrzymały się w marszu. Nieprzyjaciel, profitując z tego zastanowienia się, całą swoją siłą pomknął się między te oddziały i trzeci przeze mnie komenderowany z 130 ludzi składający się. Posłał jeden oddział w kolumnach pół szwadronowych na moje prawe skrzydło, drugi jeszcze mocniejszy na lewe, z którego dwa szwadrony rozproszywszy się na flankierów, tył mi do Rudy (Małgi) wzięli. Najmocniejsza zaś linia kawalerii, z której trzy szwadrony kozaków z konia zsiadłszy, naprzeciw mego frontu uszykowała się i wtenczas dopiero wszyscy razem na mój oddział atak rozpoczęli. Widząc te przygotowania nieprzyjacielskie, a nie będąc pewnym, że oddział mój niezupełnie jeszcze w obrotach wojennych wyćwiczony, potrafi czworogranem cofać się, a przeto nie widząc podobieństwa rejteradę pomyślnie uskutecznić, zdecydowawszy żołnierza do bronienia się, jak Polakom należy, do ostatniego człowieka, zwinąłem mój czworogran w kolumnę ściśniętą i zrobiwszy front na cztery strony, za zbliżeniem się nieprzyjacielskich liniów, wysłałem ku każdej ochotników dla wstrzymania natarczywości atakujących. Trzy razy nieprzyjaciel przypuszczał atak, trzy razy ze znaczną stratą odparty; przekonawszy się na koniec, iż usiłowanie jego dalsze równieby nadaremne były jak pierwsze, straciwszy przed frontem naszym o 15 kroków pułkownika, dwóch oficerów i więcej 80 kozaków, spostrzegłszy przy tym za Rudą kolumną maszerującą z Wałów, poprzestał dalszego ataku, a zatrudniając się uprowadzeniem swoich zabitych i rannych, ku Psidonowi (Piduniowi) z resztą cofać się zaczął. Będąc osłabionym 23 zabitymi i 16 mocno rannymi, nie mogąc pozostałą małą liczbą żołnierza zabronić mu jego zamiaru, rozpocząłem z moim oddziałem powrót do Rudy (Małgi). Nie chcę zachwalać oddziału pod moją komendą będącego, bo rozumiem, że dosyć jawną jest dla niego zaletą, kiedy 2000 kozaków tak małej garstki ludzi pokonać nie mogły."

 


Reklama
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl