Historia regionu
Wyszukaj
Aktualnie...
Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 

Bitwa pod Lidzbarkiem Warmińskim 10 czerwca 1807 r.

Działania w styczniu i lutym 1807 roku nie doprowadziły do rozstrzygnięcia wojny głównie z przyczyn logistycznych. Nie zadecydowała o ostatecznym zwycięstwie nawet największa bitwa w całej wschodniopruskiej kampanii, stoczona pod Pruską lławą. Francuzi przystąpili więc do oblegania twierdz i ściągania rezerw oraz zapasów. Obie strony zapadły na leżach zimowych. Podjęto próby rokowań pokojowych, prowadzone niemrawo i ostatecznie zakończone niepowodzeniem. Długie tygodnie zastoju w działaniach od marca do czerwca 1807 r. rosyjski wódz naczelny Leontij L. Bennigsen wykorzystał m.in. na utworzenie wokół Lidzbarka Warmińskiego systemu fortyfikacji polowych, określanych jako obóz warowny. Za ich przygotowanie pruski projektant otrzymał wysokie odznaczenie wojskowe.

Plan bitwy pod Lidzbarkiem

Plan bitwy pod Lidzbarkiem (kliknij w obrazek by go powiększyć)

Fortyfikacje te przydały się bardzo podczas wiosennej kampanii w Prusach Wschodnich. To na nich załamały się 10 czerwca 1807 r. kolejne ataki francuskiej piechoty i kawalerii. Pod Lidzbarkiem 80-tysięczną armią sprzymierzonych dowodził gen. Bennigsen. Podlegały mu siły straży przedniej stojące pod Łaniewem, którymi dowodził gen. Nikołaj M. Borozdin, i pod Kraszewem z księciem gen. Piotrem I. Bagrationem. Pierwsza linia bojowa na lewym brzegu rzeki pozostawała pod komendą gen. Andrieja I. Gorczakowa, jej rezerwą kierował gen. Nikołaj M. Kamienski. Główna linia bojowa podlegała gen. Dymitrowi Dochturowowi, jazda - generałom Dymitrowi W. Golicynowi i Fiodorowi P. Uwarowowi. Gwardią kierował cesarzewicz Konstanty Pawłowicz, kozakami - ataman Matwiej Płatowo Łącznie sprzymierzeni dysponowali ok. 80 000 ludźmi.

Ze strony francuskiej atakowały ich: kawaleria rezerwowa Joachima Murata, IV korpus Nicolasa Soulta, brygada fizylierów gwardii gen. Anne-Jeana-Marie-Rene Savary'ego i część V korpusu Jeana Lannes'a. Francuzi efektywnie użyli ok. 40-50 tys. ludzi. Byla to druga w kolejności bitwa na obecnych ziemiach polskich, w której osobiście dowodził Napoleon. I chociaż przez większą część boju nie wtrącał się w poczynania swoich marszałków, to jednak on zadecydował o przerwaniu działań wieczorem 10 czerwca 1807 r. ...."

".....Obie armie miały 10 czerwca 1807 r. pobudkę wcześnie rano, przy czym dla Rosjan był to dzień 29 maja. Obowiązywał u nich wówczas kalendarz juliański, który powodował różnicę 12 dni w stosunku do używanego w Europie Zachodniej kalendarza gregoriańskiego. Na terenach Warmii pierwsze dni czerwca były wówczas gorące i duszne, ale noce i wczesne ranki zaskakiwały zimnem i wilgocią. Ta różnica temperatur powodowała, że nad ziemią do późnego przedpołudnia unosiła się gęsta mgła. W niej rozlegały się dźwięki trąbek grających kawalerzystom wsiadanego i łoskot werbli wzywających piechurów do szeregów..."

"....Głównodowodzący siłami Sprzymierzonych generał kawalerii Bennigsen o 5.30 rano postanowił rozgrzać się łykiem spirytusu z manierki - zresztą tradycyjnie i niezależnie od pogody. Następnie odwrócił się w siodle i po krótkiej lustracji swego sztabu wybrał kilka osób, z którymi udał się na inspekcję umocnień na południowy zachód od Lidzbarka. Roboty ziemne prowadzone były przede wszystkim na stokach wzgórz leżących na południe od miasta w poprzek biegu rzeki Łyny. W sumie pozycja rosyjska rozciągnięta była na 7 km. Wzgórza otaczające Lidzbark od południa i zachodu zostały ufortyfikowane przy wykorzystaniu ukształtowania terenu, który zwłaszcza na prawym brzegu rzeki był dość stromy i dogodny do obrony. Ta część rosyjskich pozycji była najsilniejsza. Za to na lewym brzegu były przede wszystkim trzy silne reduty. Pierwsza znajdowała się 500 sążni (dawna miara długości w Polsce, równa ok. 190 cm) od rzeki, druga 900 sążni dalej w tej samej linii, a trzecia - nie w pełni gotowa - 1500 sążni do tyłu i na prawo od drugiej reduty. Ta niedokończona reduta była przy tzw. domku dróżnika. Pomiędzy redutami wzniesiono po dwa-trzy redany i flesze. Pomiędzy zasadniczymi umocnieniami (redutą nr 1) a Łyną był jeszcze przyczółek mostowy.

Gdy nadjechał głównodowodzący, rosyjscy saperzy i piechurzy kończyli przygotowywać pozycje stworzone wczesną wiosną 1807 r., a teraz jeszcze poprawiane. Jedynie jedna z redut wymagała wciąż dodatkowych prac, ale nie było już na to czasu, chociaż prace trwały nieprzerwanie, na zmiany, od późnego popołudnia poprzedniego dnia. Miejscowa ziemia łatwo poddawała się narzędziom saperskim, gdyż była piaszczysta i tłusta zarazem. Usypane z niej nasypy mogły łatwo zatrzymać kulę karabinową, a nawet armatnią. Ówczesne umocnienia polowe nie miały formy okopów, lecz nasypów ziemnych, które chroniły piechotę i na których umieszczano działa. Taką formę umocnień polowych nazywano wówczas dziełami fortyfikacyjnymi. Różniły się one między sobą kilkoma szczegółami. W najprostszej postaci dzieło fortyfikacyjne stanowiło ziemny lub kamienny wal z lawą działową, a najbardziej rozbudowane tworzyło rów i wał.

W początkach XIX wieku najczęściej stosowane były trzy rodzaje umocnień. Najbardziej zaawansowane konstrukcyjnie były tzw. dzieła zamknięte - jak właśnie reduta - składające się z wału ziemnego i ewentualnie rowu biegnącego wokół. Najmniej zaawansowane sapersko były dziela otwarte, tzn. nie posiadające wału od strony tylnej, czyli tzw. szyjowej (jak flesz czy redan). Pośrednią formę stanowiły dziela półzamknięte, różniące się od otwartych tym, że posiadały w szyi transzeje i zaporę, a nie wał.

Bennigsen osobiście dozorował budowę całej linii obronnej, w tym trzech wspomnianych redut. Reduta była zamkniętym dziełem fortyfikacyjnym o narysie kolistym, kwadratowym lub wielobocznym, przystosowanym do samodzielnej obrony. Często budowano ją w kształcie lunety zamkniętej szyją. Wzmocnieniem rosyjskiej pozycji były redany, czyli odkryte od tylu narysy fortyfikacyjne w postaci dwuramiennych wałów ziemnych, ułożonych pod kątem od 60 do 120°. Narysem nazywano nasyp na ziemny osłaniający żołnierzy przed ogniem nieprzyjaciela i często umożliwiający ustawienie na nim artylerii. W sprzyjających warunkach ramiona redanów mogły być osłonięte rowem, a nawet fosą. Szpic narysu zwrócony był w kierunku przeciwnika. Dla wzmocnienia redan często opatrzony był dodatkowymi nasypami (tzw. barkami), stanowiącym boki umocnienia. Redan o małych rozmiarach i kącie rozwartym, zwrócony wierzchołkiem ku nieprzyjacielowi, nazywano fleszem. Umocnienia te przecinały dostęp do dróg z Ornety, Pieniężna i Górowa Iławeckiego. Na Łynie saperzy rosyjscy wybudowali trzy mosty pontonowe, które miały ułatwić komunikację między brzegami. Do wykorzystania było również 7 mostów w samym mieście.

Umocnienia ziemne osłaniały siły główne armii rosyjskiej i jednostek pruskich. Prusacy byli w stanie wesprzeć Rosjan tylko dwudziestoma siedmioma szwadronami kawalerii. Na ten kontyngent składały się szwadrony z 7. pułku dragonów pułkownika Josefa Theodora Sigmunda von Baczko oraz 6. pułku dragonów, któremu szefował od 20.03.1807 r. pik Christoph Johannes Friedrich Otto v. Zieten. Szefostwo to było tak "świeżej daty", że w relacjach i pracach na temat bitwy jednostka ta występuje pod imieniem swojego poprzedniego szefa pik. Johanna Kasimira von Auera. Oprócz dragonów na pruską kawalerię pod Lidzbarkiem składały się szwadrony 1. pułku tzw. czarnych huzarów szefostwa pułkownika Moritza von Prittwitza oraz dwa bataliony pułku "Towarzyszy" szefostwa gen. mjr Antona von L.´Estocqa. Reszta sił pruskich w składzie kopru tegoż samego gen. von L.´Estocqa osłaniała od południa Królewiec.

Główną silę Bennigsena stanowiło 175 batalionów rosyjskiej piechoty i 205 szwadronów kawalerii, wspomaganych przez 7 tys. kozaków i 4 tys. artylerzystów. Razem siły rosyjsko-pruskie liczyły ok. 73 tys. ludzi. Z sił rosyjskich został wydzielony "Lotny oddział" pod dowództwem gen. lejtn. Ottona F. Knorringa, który skierowano do Jezioran w celu osłony linii komunikacyjnych z siłami rosyjskimi działającymi nad Narwią.

Sztab Bennigsena i sam głównodowodzący nie wiedzieli dokładnie, którędy będą posuwali się Francuzi. Nie znaczy to, że nie przewidywali ruchów nieprzyjaciela. Chcąc zabezpieczyć się na każdą ewentualność, rozlokowali swoje siły na obu brzegach rzeki. Pozycję na prawym brzegu Łyny zajmowało pięć dywizji. Na lewym skrzydle stała 2. dywizja, którą objął szef jeleckiego pułku muszkieterów gen. mjr Aleksander J. Sukin II. Zastąpiło oddelegowanego na dowódcę wydzielonego oddziału gen. Aleksandra I. Ostermanna-Tolstoja. Dalej zajmowały pozycję następne dywizje: 3. pod dowództwem szefa muromskiego pułku grenadierów gen. mjr Wasilija P. Titowa, 7. dowodzona nominalnie przez gen. lejtn. Piotra K. Essena, który komenderował na lewym brzegu, i dywizja 14. z gen. Zacharem D. Olsufiewem na czele. Te siły ulokowane były przed skrzyżowaniem dróg z Dobrego Miasta i Jezioran, na stokach wzgórz otaczających miasto. Prawe skrzydło pozycji rosyjskich łączyło się z dwoma pulkami gwardii osłaniającymi baterię nr 8.

Poważnym wzmocnieniem tych sil była rezerwa sformowana z gwardii cesarskiej. Formalnie była to wzmocniona 1. Dywizja, pozostająca pod dowództwem gen. lejtn. Andrieja S. Kologriwowa, szefa lejbhuzarskiego pułku. Była ona ustawiona w kolumny w Pilniku z tylu za kościołem św. Krzyża. Kawaleria gwardii, również ustawiona w kolumny, ale w pułkowe, była również rozmieszczona za zabudowaniami dzisiejszej ulicy Wiejskiej w kierunkumiasta. Całością lewego skrzydła komenderował wielki książę Konstanty Pawlowicz7. Przed tymi pozycjami w okolicach Kraszewa stała silna awangarda dowodzona przez gen. lejtn. Księcia Piotra I. Bagrationa. Liczyła ona 8100 bagnetów, 1600 szabel i 200 artylerzystów. To nagromadzenie sił na prawym brzegu Łyny mogło świadczyć, że jednak w tym miejscu spodziewano się francuskiego ataku. Być może wpływ na taką ocenę miały wydarzenia z kampanii zimowej 1807 r., podczas której Francuzi prowadzili działania z tej strony rzeki.

Pozycje rosyjskie z tej strony rzeki wzmacniała silna artyleria. 4. bateria została ustawiona w miejscu, gdzie droga z Pilnika skręcała w kierunku mostu. Ze swojej pozycji mogła ona razić nie tylko nieprzyjaciół, którzy usiłowaliby przejść przez most, ale również sporą część terenu wzdłuż lewego brzegu rzeki. Bateria nr 5 ustawiona była frontem na południowy zachód, Działa te osłaniał pułk jegrów gwardii szefostwa ks. Ba. grationa, którym dowodził pik Emanuel F. de Saint-Priest I. Na lewym skrzydle tych armat ustawiono 6. baterię, bateria nr 8 osłaniała skrzyżowanie dróg z Dobrego Miasta i Wróblika, mniej więcej w tym miejscu, gdzie dziś są zakłady popegeerowskie. . Ubezpieczały ją dwa pulki rosyjskiej gwardii.

Cesarzewicz Konstanty wysłał również dwa szwadrony huzarów gwardii, batalion jegrów gwardii i 8 armat artylerii konnej, którymi dowodził porucznik Iwan I. Dybicz (Johann Diebitsch) późniejszy rosyjski naczelny wódz, który walczył z Polakami podczas wojny 1831 r. Te siły ulokowano wzdłuż drogi.

Z kolei lewy brzeg Łyny obsadzały cztery dywizje pod ogólnym zwierzchnictwem gen. Nikolaja M. Kamienskiego. Były to, licząc od prawego skrzydła rosyjskiego, 5. dywizja gen. lejtn. Nikolaja A Tuczkowa I, 4. pod teoretycznym dowództwem gen. lejtn. księcia Wladimira A. Golicyna, 6. dowodzona przez gen. mjr Wasilija S, Rachmanowa oraz 8., którą dowodził gen. Grigorij G. Engelhardt. Lewe skrzydło tej dywizji opierało się o rzekę i było wsparte 60 ar. matami. Przy wejściu na most usypano szaniec, który ochraniał przejście na drugi brzeg. Ten przyczółek mostowy obsadzili jegrzy.

Za lewym skrzydłem i centrum stała rezerwa uszykowana w trzy kolumny, każda w sile czterech batalionów. Kilka kolejnych a na prawym skrzydle ks. Fiodor P. Uwarow. Golicynowi powierzono nie tylko ogólne dowodzenie pułkami jazdy, ale również uformowaną specjalnie na okoliczność bitwy dywizją kawalerii, która stanowiła odwód rosyjski. Dywizja ta składała się z brygady: gen. mjr Iwana S. Dorochowa, którą tworzyły pułki huzarskie olwiopolski (płk Jeliferij W. Drucki-Sokoliński) i sumski (szef gen. mjr Piotr P. von der Pahlen), brygady gen. mjr markiza Karla O. Lamberta, w składzie aleksandryjskiego pułku huzarów jego szefostwa i Pułku konnopolskiego (szef gen. mjr Piotr N. Kachowskij) oraz brygady gen. mjr barona Fiodora K. Korffa, zestawionej z pułków dragonów: moskiewskiego, prowadzonego przez szefa gen. mjr Nikołaja A. Bezobrazowa oraz pskowskiego, na którego czele stał płk Nikołaj W. Wasilczikow. Za prawym skrzydłem umieszczono 5 szwadronów "Towarzyszy", a dragonów Zietena (10 szwadronów), wraz z baterią konną, ulokowano za lewym skrzydłem rosyjskiej kawalerii - za trzecią redutą. W rezerwie za centrum rosyjskiej piechoty stały dwa szwadrony "czarnych huzarów" i drugi batalion "Towarzyszy" (5 szwadronów).

Kawaleria ta wydłużała rosyjską linię obrony w kierunku Koniewa. Zwieńczeniem tego skrzydła było zgrupowanie kozackie atamana Matwieja I. Płatowa, wysunięte daleko w prawo od głównej pozycji Rosjan, naprzeciwko wsi Koniewo. Płatow osłonił również drugi brzeg jeziora i wysłał 5 pułków do wsi Wielochowo. Tylko 15 szwadronów kozackich gen. mjr Adriana Denisowa z pułków Jefremowa III, Seliwanowa i Sulimy VII zostało rozlokowanych przed kawalerią Gorczakowa. Tuż przed rozpoczęciem walk zostali oni wzmocnieni przez 20 kolejnych kozackich szwadronów prowadzonych przez gen. mjr Iwana D. lIowajskiego I. Pochodziły one z jednostki jego dowództwa oraz pułków Isajewa II, Astachowa IV oraz Kisielewa . Również przed rosyjskie pozycje na lewym brzegu została wysunięta awangarda, tworząca formalnie oddział wydzielony z 6. Dywizji. Dowodził nią gen. Nikołaj M. Borozdin, a składała się z dwóch pułków piechoty: nizowskiego (dowódca ppłk Makriukin) i reweiskiego (pułk prowadził szef płk Aleksandr A. Tuczkow IV) muszkieterów oraz dwóch pułków jazdy: finlandzkiego dragonów (dowódca ppłk Eustachy W. Nauendorf) i kozaków Seliwanowa. Siły te liczyły w sumie 5 batalionów piechoty i 10 szwadronów kawalerii. Wzmocnieniem oddziału była kozacka półbateria konna posiadająca 6 dział 6-funtowych. Rosjanie rozwinęli się na przedpolach Bobrownika oraz w szańcach między tą miejscowością a lasem Lauda i oczekiwali przeciwnika.

Bennigsen nie był pewny, z której strony nadejdzie Wielka Armia, dlatego też ubezpieczył się ze wszystkich stron. Jednakże zapewnił sobie możliwość manewru i przerzucenia sił na najbardziej zagrożone odcinki. Możliwość ta została przez niego wykorzystana w trakcie bitwy. Nawet po przesunięciu sił Bagrationa na lewy brzeg drogi z Lidzbarka do Dobrego Miasta strzegł przyboczny pułk huzarów szefostwa gen. Kołogriwowa. Z kolei za miastem drogi na Bartoszyce pilnowały dwa przyboczne pułki kirasjerów - jego cesarskiej mości (jego wieliczestwa) szefostwa gen. Sergieja A. Kożina oraz jej cesarskiej mości (jego wieliczestwa) szefostwa gen. mjr Aleksieja A. Łaskina. Po stwierdzeniu, że działania toczyć się będą na lewym brzegu rzeki, pułk jego cesarskiej mości przeszedł przez miasto i dołączył do swego szefa. Jednakże ostrożny Bennigsen zostawił drugi pułk kirasjerów na straży drogi.

Pozycje rosyjskie na lewym brzegu wzmocniono silną artylerią. Była ona ustawiona w baterie. Stanowisko 1. baterii znajdowało się w pierwszej reducie, 2. i 3. również ulokowane były w redutach. Na lewym brzegu była jeszcze 9. bateria, którą ulokowano na wzgórzu po prawej stronie drogi na Górowo, w tym miejscu, gdzie dziś stoi krzyż.

Dla Francuzów dzień 10 czerwca zaczął się od porannego wymarszu IV Korpusu marsz. Jeana de Dieu Soulta, a za nim Korpusu marsz. Jeana Lannes'a. Do tych wojsk została dołączona brygada piechoty młodej gwardii dowodzona przez gen. Anne-Jeana-Marie-Rene Savary'ego. O ile oba korpusy były związkami operacyjnymi zaprawionymi w bojach, o tyle brygada gwardyjska była jednostką nową. Tworzyły ją 1. oraz 2. regimenty fizylierów gwardii, którymi dowodzili pułkownicy Joseph Boyer de Rebeval i Jean-Parfait Friederichs. Jednostki te zostały sformowane 19 września 1806 r. jako regimenty fizylierów gwardii i welitów gwardii. 15 grudnia tego samego roku zostały przemianowane na 1. i 2. fizylierów, a 16 stycznia 1809 r., w półtora roku po bitwie lidzbarskiej, otrzymały nowe nazwy: fizylierów-grenadierów i regiment fizylierów-strzelców. Co ciekawe, we wszystkich opisach kampanii wiosennej w Prusach Wschodnich występują pod nazwami z 1809 r.

Piechota francuska wyruszyła o świcie, kierując się wzdłuż lewego brzegu Łyny na Lidzbark. Natomiast korpusy marsz. Louisa Nicolasa Davouta i marsz. Adolphe'a Eduarda Mortiera, przeznaczone do manewru na prawym skrzydle nieprzyjaciela, zajęły pozycje - jeden w Praslitach, drugi w Dobrym Mieście. Korpus marsz. Michela Neya i gwardia cesarska pozostawały w rezerwie. Awangardę Francuzów tworzyła Kawaleria Rezerwowa pod dowództwem Joachima Murata, wielkiego księcia Bergu.

Początkowo nic nie zakłócało marszu Francuzów. Tylko jazda Murata natykała się raz po raz na ślady po opuszczonych obozowiskach nieprzyjacielskich, gdyż Rosjanie ewakuowali miejscowości Pietraszewo i Urbanowo. Około 8 rano rozpoznanie Murata natknęło się koło Łaniewa na oddział awangardy rosyjskiej Borozdina. Murat postanowił zaatakować natychmiast, licząc na szybkie rozbicie nieprzyjaciela. Nie wiadomo, czy zdawał on sobie sprawę, że była to tylko przednia straż wojsk rosyjsko-pruskich. Kawaleria księcia Bergu natarła na Rosjan i wyparła ich z Łaniewa. Dragoni gen. Victora Latour-Maubourga zaczęli spychać muszkieterów na północ. Aleksander P. Jermołow wspominał później, że kawaleria francuska atakowała nie tylko od czoła, ale i od tyłu. On sam zdołał się wydostać jedynie dzięki "rączości swego konia". Rosyjscy piechurzy uformowali carre batalionowe i wycofywali się do Bobrownika. Bennigsen dostrzegł ten ruch i wysłał wsparcie pod dowództwem gen. mjr Piotra N. Lwowa. W skład oddziału wchodziło pięć szwadronów kijowskiego pułku dragonów szefostwa gen. Lwowa, po dwa bataliony 2. pułku jegierskiego (szef płk Paweł K. Kniper) i keksholmskiego pułku muszkieterów (szef gen. mjr Nikołaj I. Werderewskij) oraz batalion milicji i dwa lekkie działa. W sumie awangarda składała się teraz (nie licząc dotychczasowych strat) z 11 batalionów i 15 szwadronów. Według zeznań jeńców Francuzi spodziewali się tu 15 tys. piechoty i 15-18 tys. kawalerii. W tym samym czasie Bennigsen otrzymał potwierdzoną wiadomość, Francuzów nie ma na prawym brzegu Łyny. Wysłał więc adiutanta do ks. Bagrationa z rozkazem wymarszu na Bobrownik i przejęcia dowództwa nad wszystkimi siłami awangardy. Rosjanie przeprawili się na lewy brzeg po mostach pontonowych w Pilniku i szybko ruszyli na spotkanie Francuzów. Wsparcie nie dotarło do celu, gdyż Bagration spotkał Borozdina i Lwowa wycofujących się już z Bobrownika. Francuska jazda atakowała bowiem z takim zapałem, że kilka razy zdobywała rosyjskie armaty. Za każdym razem były one jednak odbijane przez piechotę rosyjską. Jednakże przewaga Murata była na tyle duża, że odwrót był nieunikniony. Widok cofających się zielonych piechurów poirytował księcia. Krzykiem i gestami zatrzymał on i ponownie sformował siły awangardy, ustawiając je w szyku na wzgórzach za Bobrownikiem - prawe skrzydło w kierunku osady Długołęka, a lewe ku Łynie. Po dłuższej chwili Rosjanie byli już gotowi na przyjęcie nieprzyjaciela.

Wzmocnienie rosyjskiej awangardy zmusiło Murata do zatrzymania natarcia. Kawaleria francuska wycofała się na pozycje wyjściowe. Dowódcy pułków i brygad rozpoczęli porządkowanie szyków dragońskich. Szwagier cesarza postanowił poczekać na korpus Soulta, którego kolumny piechoty docierały już do Łaniewa. Czas do przybycia "królowej broni", jak już wówczas nazywano piechotę, został wykorzystany do ostrzału armatniego pozycji rosyjskich.

Ustawiona na wzgórzach zielona linia rosyjskiej piechoty nie wyglądała na łatwego przeciwnika, ogień wysuniętych przed linię bojową armat oraz salwy karabinowe mogły bowiem zatrzymać atakującą pod górę jazdę. Należało najpierw osłabić przeciwnika. Francuzi ustawili więc na Świerkowych Górach "baterię" 36 armat, którymi dowodził gen. bryg. Charles Dulauloy, i rozpoczęli morderczy ogień.

Ostrzał był skuteczny. Francuska artyleria górowała wówczas nad rosyjską. Carskie armaty 6-funtowe wzoru 1805 r. mogły prowadzić ogień kartaczowy do 350 m, a kule armatnie mogły razić do 1300 m. Natomiast francuskie działa 6-funtowe produkcji "roku XI", jak określano czas od wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej (według zwykłego kalendarza był to rok 1801) dosięgały przeciwnika odpowiednio na 500 i 1850 m. Po kilkudziesięciominutowej kanonadzie Francuzom udało się uciszyć słabszą artylerię rosyjską. Wykorzystali oni ten czas na przegrupowanie swych sił. Wtedy też zaczął przybywać Korpus Soulta.

Jako pierwsza nadciągnęła Dywizja Carra SI. Cyr i lekka kawaleria płk Pierre-Benoft Soulta, brata marszałka. Zajęły one pozycję na południowy zachód od pola bitwy, naprzeciw Bobrownika i Długołęki. Dywizja Legranda usytuowała się bardziej na północ, naprzeciwko Laudy.

Trzy jednostki należące do Korpusu Kawalerii Rezerwowej wielkiego księcia Bergu rozlokowano następująco: brygada Lasalle'a, stanowiąca wsparcie Dywizji Carra SI. Cyra, ulokowana była na tyłach piechoty, dywizja dragonów Latour-Maubourga zapewniała łączność pomiędzy dywizjami SI. Cyra i Legranda, a na drodze biegnącej równolegle na zachód od Laudy stała Dywizja Ciężkiej Kawalerii gen. Jeana Espagne. W sumie przed Rosjanami stanęło 20 000 ludzi, w tym 9000 jazdy.

Wraz z upływem czasu na pole bitwy napływały kolejne jednostki francuskie. Pierwsza około czternastej przybyła Dywizja SI. Hilaire'a, która rozwinęła się w kierunku południowo-zachodnim. Pół godziny później kolumną marszową drogą najbardziej na południe nadciągnęli fizylierzy gwardii, a wraz z nimi przybył cesarz wraz z Kwaterą Główną. Po kolejnym kwadransie drogą za dywizją Louisa SI. Hilaire'a nadciągnęła kawaleria korpusu marsz. Lannes'a (francuski 9. pułk huzarów oraz szwoleżerowie i kirasjerzy sascy). O godz. 15.15 grenadierzy Oudinota przybyli drogą na Długołękę, a po kolejnej półgodzinie drogą zachodnią naprzeciwko Laudy nadciągnęła Dywizja Verdiera. O godz. 16 za Verdierem przybyli Sasi gen. Georga Friedricha Augusta von Polenza.

Soult, który przybył na pole bitwy ok. godziny 14, wykorzystał ten moment do rozpoczęcia ataku. Rozkazał on dywizji gen. Claude'a Legranda obejść prawe skrzydło Bagrationa drogą Łaniewo-Lauda. Następnie dywizja skręciła ku pozycjom rosyjskim przed Ignalinem w prawo do Laudy. Jeszcze głębszy manewr miała wykonać brygada fizylierów gwardii. Powinna pójść tą samą trasą, ale szerzej - przez Ignalino i wyjść na tyły Rosjan.

Natomiast reszta korpusu została wykorzystana do czołowego natarcia. Dywizja gen. Claude'a Carra Sto Cyra, sformowana w kolumny brygadowe, posuwała się przez Bobrownlk, mając w drugiej linii dywizję gen. Sto Hilaire'a. Już na początku walki dwie czołowe brygady Sto Cyra zaatakowały i rozgromiły pierwszą linię nieprzyjaciela. Także druga i trzecia linia ks. Bagrationa zostały przełamane. Ale Bagration wyprowadził silny kontratak na prawe skrzydło francuskiej dywizji i rozgorzała zacięta walka.

Po wymianie salw i zbliżeniu się do siebie na odległość szturmową oba wojska rzuciły się do walki na bagnety. Francuskie kolumny i szeregi zachwiały się. Cesarskim pułkom pieszym - 24. lekkiemu oraz 4. i 28. liniowym - z najwyższym trudem udało się zatrzymać Rosjan. W walkę byli zaangażowani nawet dowódcy brygad. Dwóch generałów, porywczy Claude-Franyois Ferey i stanowczy Guillaume-Raymond-Amant Vivies, zostało rannych. Po stronie rosyjskiej zalał się krwią gen. mjr Nikołaj I. Werderewski, szef keksholmskiego pułku muszkieterów. Zacięty bój tak osłabił obie strony, że odskoczyły od siebie i rozpoczęły wzajemny ostrzał karabinowy. Pole między oddziałami zasłane było poległymi i rannymi żołnierzami obu stron. Na kolejny szturm na bagnety ani Francuzi, ani Rosjanie nie mieli już sił. Wtedy Soult polecił lekkiej kawalerii korpusu, by ta wsparła dywizję gen. Sto Cyra. W tym czasie kawaleria Murata przeszła przez Długołękę i rozpoczęła przygotowania do ataku na prawe skrzydło rosyjskie. Zobaczywszy ze wzgórz lidzbarskich ten ruch, Bennigsen posłał w kierunku na Laudę 25 szwadronów, na których czele postawił gen. Fiodora P. Uwarowa. Siłę tę wzmocni! jeszcze trzema pułkami jegierskimi. Manewr ten miał zatrzymać natarcie lewego skrzydła Francuzów i wesprzeć ks. Bagrationa. Rosjanie w dwóch kolumnach żwawo przeszli potok Spauga i ruszyli naprzód. Natarcie rosyjskiej kawalerii wyszło najpierw na nieuporządkowanych jeszcze dragonów gen. Latour-Maubourga i zmieszało potężnie siły francuskie. Ranni zostali dowódcy pułków dragońskich: 4. - płk Auguste-~tienne-Marie Lamotte, 14. - płk Joseph Bouvier des Eclaz oraz 26. - płk Vital-Joachim Chamorin. Po chwili z tego zamieszania wychynęły szwadrony rosyjskie.

Widząc, co się dzieje, Murat podjechał przed front dywizji ciężkiej kawalerii. Do jej dowódcy gen. Espagne, wskazując kierunek ręką, rzucił tylko jedno słowo: "atakować!". Natychmiast wyruszyli żandarmi, by zrobić przejście dla ciężkiej kawalerii. Zewsząd rozległy się okrzyki: "droga dla kirasjerów!" Pierwsza poszła brygada gen. Alberta-Louisa-Emmanuela Foulera, składająca się z 7. i 8. pułku kirasjerów. Za nią postępowała brygada gen. Reynauda z 4. i 6. pułkami kirasjerów. Najpierw przez szeregi francuskie przeleciał błysk, gdy niemal jednocześnie kirasjerzy dobyli pałaszy i trzymając je oparte rękojeścią o udo, a klingą o prawe ramię ruszyli stępa. Wbrew niektórym poglądom jazda nie atakowała od razu galopując. By nie zmęczyć koni, zaczynała właśnie stępa, potem - rozpędzając się - szła kłusem, a gdy do przeciwnika pozostawało ok. 100 metrów, przechodziła w galop. Nie wymachiwała również szablami czy pałaszami, gdyż takie widowiskowe zagrania męczyły jeźdźców, zwłaszcza tych uzbrojonych w ciężkie "kirasjerskie miecze". Owszem, jazda, zwłaszcza lekka, po dobyciu szabel czy pałaszy wykonywała nimi kilka cięć w powietrzu, żeby rozruszać rękę, ale kawalerzyści woleli walczyć z przeciwnikiem niż z "cieniem". Taka ława kirasjerów dla postronnego obserwatora musiała wyglądać imponująco. Z jednej strony kirasjerzy rosyjscy w białych koletach i pancerzach oraz dragoni w zielonych mundurach i lekka jazda na granatowo i zielono, a z drugiej francuscy kirasjerzy w białych płaszczach, przykrywających granatowe mundury z ozdobami szkarłatnymi w pułkach o sześciu pierwszych numerach, jak w brygadzie Reynauda, i żółtymi w pułkach drugiej szóstki, jak u Foulera. Za nimi francuscy dragoni w zielonych mundurach i białych płaszczach. Dziś moglibyśmy porównać takie starcie do boju spotkaniowego czołgów. Zwłaszcza kirasjerzy francuscy robili wrażenie z powodu rozwianych płaszczy - mogło się wydawać, że to jacyś skrzydlaci rycerze idą w bój.

Rosyjska lekka jazda rozpierzchła się na boki i impet uderzenia francuskiego przyjęli na siebie rosyjscy kirasjerzy z brygady gen. Sergieja A. Kożina i dragoni z brygady gen. Fiodora K. Korfa. Rozgorzała straszliwa walka. Rosyjscy kirasjerzy należeli do elity armii rosyjskiej. Były to pułki: przyboczny kirasjerów cesarza (Ieib-kirasjerskij jego wieliczestwa - szefostwa gen. Kożina, którym dowodził płk Iwan E. Cziczikow), Orderu św. Jerzego (czyli pułk sankt-georgijewski - dowódca płk Karl I. Lindenbaum) oraz jekaterinosławski (dowódca - płk Fiodor F. Remer), liczące w sumie 15 szwadronów. Wsparciem dla kirasjerów były dwa pułki dragońskie: moskiewski, prowadzony przez swego szefa gen. mjr Nikołaja A. Bezobrazowa oraz pskowski, szefostwa gen. Korfa, prowadzony przez płk Nikołaja W. Wasilczikowa - w sumie 10 szwadronów.

Rosyjskim kirasjerom udało się poważnie nad wyrężyć pułki francuskie. Ranni zostali gen. Fouler i trzej dowódcy pułków kirasjerskich: 4. - płk Fulgent Herbaut, 6. - płk Archange-Louis Rioult d'Avenay, który otrzymał dwa cięcia szablą, oraz 7. - płk Francois-Joseph Offenstein. Wachmistrz Tabouret, odcinając się pięciu rosyjskim kawalerzystom, zdołał uratować orła 8. pułku kirasjerów. Kawaleria francuska straciła teren zdobyty w pierwszym ataku, ale został on natychmiast odbity w kolejnej szarży. Znowu zaatakowali Rosjanie, ponownie wypierając Francuzów, którzy natychmiast chcieli odzyskać plac bitwy. W ten sposób kolejna francuska szarża utknęła w miejscu.

Około godz. 10.00 Napoleon, wyprzedziwszy idącą na pole walki brygadę fizylierów gwardii pod gen. Savarym, pojawił się pod Bobrownikiem. Ogarnął wzrokiem pole bitwy i skinął na Murata: ,,- Joachimie, co się dzieje? - Nic (rien)! - Nic?" - jeszcze raz spytał cesarz i uderzył szpicrutą po zadzie konia ks. Bergu. Nie pytany zareagował na to stojący nieopodal oficer piechoty, który odezwał się do Murata: ,,- Sire, właśnie rozbito Pańską kawalerię!" Nie zważając na cesarza, Murat skoczył przed front 5. pułku huzarów z brygady gen. Pierre'a-Claude'a Pajola i krzyknął do jego dowódcy płk Pierre'a-Cesara Dery'ego: ,,- Prowadź pułk za mną! Atakujemy te kanalie!"

Szwadrony, w powiewających białych płaszczach, ruszyły na nieprzyjaciela niczym śnieżna lawina. Za 5. pułkiem poszła cała lekka brygada gen. Pajola z pułkami 3. strzelców konnych (płk Charpentier) oraz 7. huzarów (płk Eduard Colbert). Na ich czele jechał we wspaniałym, fantazyjnym białym mundurze sam Joachim Murat. Na jego strój tego dnia składały się biała kurtka szaserska z błękitnym kołnierzem i białe spodnie ze złotymi, huzarskimi galonami (tzw. sznytasami) na udach. Wizerunku dopełniały wyszywany złotem pas i czerwona wstęga Legii Honorowej, biegnąca z prawego ramienia do lewego boku oraz kapelusz dwurożny z białymi piórami. Wszystkie te szczegóły. były doskonale widoczne, gdyż marszałek nie musiał nosić płaszcza, jak inni jego żołnierze. Koń księcia był biały, przykryty czerwonym czaprakiem ze złotymi listwami. Nagle ten wspaniały rumak padł ugodzony kulą. Murat zdołał zeskoczyć, ale w strzemieniu został jego lewy but. A był to but huzarskiego typu z dobrze wyprawionej czerwonej skóry ze złotym chwastem (kutasem). Wściekły Murat wrzeszczał: "Konia, dajcie mi konia!" Brygadier (czyli kapral) Henry z 20. pułku strzelców konnych oddał księciu swojego wierzchowca. Murat z okrzykiem "Vive I'Empereur!" ruszył dalej bosy na lewą nogę i bez kapelusza z fantazyjnym pióropuszem. Francuscy lekkokonni również nie dali rady Rosjanom. Powolny i twardy odwrót Rosjan zatrzymał w końcu impet francuskich jeźdźców. Czoło jazdy księcia Bergu znalazło się raptem wśród kawalerzystów w zielonych i białych mundurach. Z tego worka wyciągnął Murata z szablą w ręku nieustraszony gen. Antoine-Charles-Louis Lasalle ze swoimi huzarami. Generał miał pewien kłopot z odnalezieniem marszałka, gdyż padł pod nim drugi koń i nigdzie nie było widać książęcego munduru. Wyswobodzony z opresji Murat zarządził odskok w celu uporządkowania pomieszanych oddziałów i Francuzi zdołali wycofać się za carre dywizji Legranda.

Cesarskiej jeździe prawdopodobnie nie udałby się ten manewr, gdyby nie postawa jednego z pułków rosyjskiej kawalerii. Wspomina o tym D. W. Dawydow. Niestety autor nie wymienił jego nazwy - być może miał trudności z jego rozpoznaniem w warunkach bitewnych. Jednakże wiele - np. miejsce akcji wskazuje, że mógł być to pułk konnopolski. Został on skierowany na skrzydło odstępującej kawalerii francuskiej. Takie natarcie mogło skończyć się zniszczeniem cesarskich jeźdźców. Lekkokonni wykonali manewr obejścia, a gdy już mieli zaatakować, krzyknęli "hurra!" i... stanęli w miejscu! Dzięki temu francuscy kawalerzyści mogli wycofać się pomiędzy batalionami własnej piechoty. Nie wiadomo, dlaczego "polscy" kawalerzyści tak się zachowali. Przecież pułkiem dowodził rosyjski oficer płk Sergiej N. Łanskoj, a dziesięcioletnia służba w szeregach carskich zdołała zapewne wyrobić w polskich ułanach lojalność wobec petersburskiego tronu.

Oprócz aluzyjnego rozkazu dla Murata cesarz nakazał marsz. Soultowi natrzeć bardziej zdecydowanie na rosyjską ariergardę, która cofała się, stawiając słaby opór. Francuska kawaleria zaatakowała więc ponownie, a dywizja Legranda i fizylierzy gwardii kontynuowali manewr obejścia. Na przeszkodzie stanął im Lasek Laudański, obsadzony jegrami. Francuskie kolumny weszły do lasu, który niemal natychmiast wypełnił się strzałami i nawoływaniami w obu językach. Las ten na jakiś czas "pochłonął" Francuzów

Tymczasem atakowani od czoła przez Murata i okrążani ze skrzydła przez Soulta Rosjanie rozpoczęli odwrót. Za nimi szybko postępowali Francuzi. Podczas tych zmagań do Bagrationa przygalopował gen. mjr Aleksandr B. Fock ze świty naczelnego wodza, który tego dnia sprawował funkcję generała dyżurnego. W ostrych słowach zwrócił uwagę księciu, że ten się wycofuje bez rozkazu. Bagration starał się zachować spokój: ,,- Nie widzi Pan, co się dzieje? Francuskie ataki są coraz silniejsze, a ja nie mam sił, żeby ich zatrzymać. Za chwilę mój oddział może być odcięty i zniszczony. Do tej pory straciłem już Połowę swoich ludzi. - Jeszcze się nigdy nie zdarzyło, żeby rozkazy głównodowodzącego nie były wykonywane" - oburzył się gen. Fock. " - To ja Panu pokażę, co znaczy wytrzymać ogień nieprzyjaciela" - tu Bagralion złapał za łokieć wysłannika i pociągnął go naprzód. Zaświstały kule i po niespełna pięciu minutach Fock osunął się z konia ranny w płuco i w rękę - kula zgruchotała mu kość ramienia.

Silny opór carskich wojsk nie zatrzymał Francuzów. Po chwilowym zmieszaniu kontynuowali oni natarcie na pozycje rosyjskiej straży przedniej. Dywizja St. Cyra zdołała się uporządkować, sformować w kolumny i znów ruszyła do ataku. Rosjanie musieli rozpocząć odwrót. Cofano się pospiesznie, ale w dobrym porządku, na lewe skrzydło pozycji wojsk carskich, naprzeciw brzegu Łyny. Bagration osłonił swój ruch szarżą przetrzebionej kawalerii, ale ta, wycieńczona dotychczasowymi zmaganiami, poniosła duże straty. Walczący do tej pory dzielnie przeciwko francuskim kirasjerom gen. Kożin poległ od kuli piechura .

Rosjanie nadal się cofali. Podczas przeprawy przez potok Spauga zabito konia pod Bagrationem i książę zmuszony był iść na piechotę. Dostrzegł to Konstanty Pawłowicz, który nieustannie obserwował bitwę z wysokiego, prawego brzegu rzeki, i postanowił podesłać księciu jednego ze swoich koni. Cesarzewiczowski luzak pogalopował przez most na pole bitwy i pomógł księciu z powrotem znaleźć się w siodle. Zdoławszy oderwać się od Francuzów, ks. Bagration i gen. Uwarow dotarli ok. godziny 18 do pozycji zajmowanych przez główne siły. Oddział ks. Bagrationa był tak osłabiony i zmęczony, że odesłano go na tyły. Natomiast jegrzy wzmocnili obsadę szańca przed mostem w Pilniku . Tymczasem w centrum, około godz. 17, Murat bez dokładnego rozpoznania poprowadził atak piechoty na najbardziej umocniony fragment pozycji rosyjskiej. Kolumny szturmowe pod ogniem Rosjan zachwiały się i zatrzymały .

Dywizja francuska, która od godziny nacierała całą swoją siłą, straciła tak dużo ludzi, że nie mogła przebyć parowu, który rozciągał się między Laudą a Łyną. Powstrzymywał ich ogień armat rosyjskich. Armatnie kule żłobiły krwawe wyrwy w kolumnach piechoty francuskiej. Szczególnie ucierpiał wówczas 4. pułk piechoty liniowej. Ranni zostali płk Louis-Leger Boyeldieu oraz szef batalionu Danloup-Verdun. 4. liniowy był jednym z lepszych pułków Wielkiej Armii, do 3 stycznia 1806 r. pułkownikostwo sprawował tu brat cesarza Józef Bonaparte. Właśnie jego następcą został 9 marca płk Boyeldieu. Francuzi zatrzymali się po przebyciu potoku Spauga i nie byli w stanie ruszyć dalej. Wtedy Soult wydał rozkaz dywizji gen. St. Hilaire'a wysunięcia się naprzód i zastąpienia czołowej dywizji. Zamiana ta, pod gęstym ogniem, odbyła się tak sprawnie, jak na paradzie. Dywizja St. Cyra tworzyła teraz drugą linię. Impet świeżej dywizji zaowocował sukcesem. Parów został przebyty, a linia nieprzyjaciela rozgromiona i częściowo zniszczona. Gen. St. Hilaire doprowadził swoją dywizję aż do redut .

Bennigsen zdecydował się wówczas przerzucić na lewy brzeg trzy dywizje. Przeszły one po mostach pontonowych: jako pierwsza 7. dywizja gen. Essena, który już od rana komenderował na lewym brzegu, a potem również 3. dywizja gen. Titowa i 14. dywizja gen. Ołsufiewa. Na prawym brzegu została tylko gwardia. Przeprawione siły zostały rozmieszczone w drugiej linii, z zadaniem wsparcia walczących dotychczas wojsk.

W odróżnieniu od centrum i prawego skrzydła, sukces na lewym miał decydujące znaczenie dla działań tego dnia. Dywizja Legranda, którą straciliśmy z oczu w lesie, zdołała go w końcu przejść. Wyparłszy trzy pułki lekkiej piechoty rosyjskiej, rozpoczęła porządkowanie szyków. Na ich prawym skrzydle widać było fizylierów gwardii. Ale Francuzom nie dane było spokojnie ponownie sformować kolumny. Wycofujący się jegrzy rosyjscy ostrzeliwali żołnierzy Legranda. Dwie kule dosięgły dowódcę 105. pułku liniowego płk Pierre'a Josepha Habera, raniąc go w glowę i bark. Również gen. Uwarow nie próżnował i zaatakował Francuzów, ale został zmuszony do wycofania się. Fizylierzy gen. Savary'ego odparli ponowną szarżę rosyjskiej kawalerii. W tym momencie marszałek Soult przybył objąć dowództwo na lewym skrzydle.

Wówczas Napoleon nakazał przeformować szyki i rozpocząć ogień armatni wzdłuż całej linii. Cesarz rozkazał zdobyć redutę nr 2 z zamiarem przełamania rosyjskiego centrum. Gdy Francuzi zbliżyli się do reduty, ks. Gorczakow wysłał im naprzeciw pułki nizowski szefostwa gen. mjr Wasilija S. Rachmanowa, rewelski szefostwa płk Aleksandra A. Tuczkowa IV. i mitawski dragonów gen. mjr IIji M. Aleksiejewa. W rezerwie szło jeszcze sześć batalionów. Rachmanow i Tuczkow, wierni idei Suworowa "kula głupia, bagnet zuch" (pula dura, sztyk mołodziec), zakazali swoim muszkieterom strzelać i odepchnęli bagnetami kolumnę Francuzów. W ten sposób na krótko zatrzymali atak nieprzyjaciela.

Chcąc rozstrzygającym uderzeniem zrealizować swój zamiar, Napoleon rozkazał Savary'emu iść z fizylierami gwardii na czele atakujących - prosto na redutę. Z lewej strony ruszyła Dywizja Legranda. Jej dowódca, oparłszy swoje lewe skrzydło o Lasek Laudański, natychmiast skierował prawe na redutę nr 2, która stanowiła centrum szyku Rosjan na wzgórzach. Pomimo straszliwego ognia rosyjskich armat francuskie kolumny posuwały się naprzód.

Niesamowite wrażenie na żołnierzach obu stron zrobiła kolumna 26. pułku lekkiej piechoty. Prowadzona przez swego dowódcę płk Franr;:ois-Rene Pougeta, posuwała się naprzód, chociaż za sobą pozostawiała rzędy rannych i zabitych. Gdy lekka piechota dotarła do reduty, spadł na nich ogień kartaczy artyleryjskich i karabinów dwóch batalionów muszkieterów, stanowiących załogę tego dziela fortyfikacyjnego. Ale zapal bitewny i wściekłość Francuzów kolejny raz zatriumfowały. Około godz. 19 żołnierze 26. pułku lekkiej piechoty wdarli się do reduty, a zaraz za nimi pojawili się fizylierzy gwardii. Mogło się wydawać, że sukces jest w zasięgu ręki. Jednakże przeciwnik nie próżnował. Na lewym skrzydle Francuzów pojawili się jeźdźcy w granatowych mundurach z czerwonymi wyłogami. Po chwili zawahania - może to swoi, ale nie mają płaszczy! - żołnierze Legranda otworzyli ogień salwami. Zdołali zatrzymać batalion pułku "Towarzyszy", oni to bowiem usiłowali złamać skrzydło francuskie, a następnie zmusić ich do odwrotu.

Generał Bennigsen rzucił część swojej rezerwy do odzyskania reduty. Była to brygada dowodzona przez gen. mjr lawrentija P. Warnecka (Rosjanie pisali jego nazwisko również Warnik). W jej skład wchodziły pułki muszkieterskie: parnawski szefostwa płk Pawła N. Czoglokowa i kaluski pod szefem płk Kirylem F. Kazaczkowskim. Dalej na lewo posuwał się siewki pułk muszkieterów (szef gen. lejtn. Nikolaj A. Tuczkow I), prowadzony przez płk Wladymira M. Mordwinowa. Na nadchodzących spadł ogień rosyjskich, a właściwie teraz już francuskich, armat zdobytych w 2. reducie. Jeszcze przed dojściem do reduty padł gen. Warneck, nie wiadomo czy od kuli, czy odłamka granatu.

Zatrzymało to na chwilę natarcie brygady, ale do odbicia reduty ruszyła pozostała część 5. Dywizji. Widząc nadchodzące wsparcie, żołnierze z brygady Warnecka znów ruszyli na redutę. Pułk kaluski, zachęcany przez swego szefa, odbił redutę w ataku na bagnety. Francuscy fizylierzy gwardii zostali wyparci, straciwszy 27 zabitych, w tym szefa batalionu de Vrigny'ego oraz 6 kapitanów, 5 poruczników i chirurga pułkowego Juville, który wraz z innym lekarzem, dr Lauvre, z narażeniem własnego życia uratował tego dnia wielu z 342 rannych fizylierów. Po zażartej walce wręcz Francuzi odstępowali, będąc atakowani od czoła przez ks. Gorczakowa i Dochturowa, czyli piechotę i kawalerię rosyjskiego prawego skrzydła. Jednakże nie zostali rozbici, a w dodatku uratowali całą swoją artylerię (12 dział). Opanowawszy redutę Rosjanie rozpoczęli ostrzał wycofujących się fizylierów z odzyskanych dział. Wówczas to został ciężko ranny szrapnelem w głowę szef sztabu Gwardii gen. Roussel. Na skutek postrzału został on sparaliżowany i zmarł po kilku godzinach.

Wtem zza prawego skrzydła rosyjskiego wyskoczyła pruska kawaleria, chcąc odciąć drogę wycofującym się Francuzom. Na czele galopowali dragoni Zietena, a za nimi batalion "Towarzyszy", który chciał zmazać odium nieudanej szarży swoich kolegów sprzed pól godziny. Ich atak wyszedł wprost na szwadrony kirasjerów gen. Espagne'a i ...stała się rzecz nieoczekiwana. Prusacy przebili się przez ciężką jazdę Napoleona, która odskoczyła ku własnej piechocie, i pogalopowali dalej.

Spowodowało to zagrożenie dla cesarza. Marszałek Oudinot podjechał do Napoleona i zaproponował mu schronienie się w czworoboku swoich grena. dierów. Na stwierdzenie cesarza, iż ten się nie boi i nic mu się nie stanie, Oudi. not zareagował zdecydowanie: " - Sire, bo inaczej każę swoim grena. dierom zamknąć Pana w wozie transportowym!" Napoleon zareagował z właściwym sobie poczuciem humoru: " - Do licha, on naprawdę mógłby to zrobić!" I na wszelki wypadek schronił się jednak w najbliższym carre.

Tymczasem 26. pułk lekkiej piechoty znalazł się w ciężkim położeniu. Naci. skany z trzech stron przez Rosjan i ostrzeliwany z reduty nr 2, poniósł duże straty - padło zabitych lub rannych 17 oficerów i 1417 podoficerów i szeregowych. Sto Hilaire rzucił mu na pomoc osłabiony stratami w walkach 55. pułk liniowy, który przed półgodziną dołączył do swojej dywizji. Ten ruch ubezpieczał 14. pułk liniowy. Ale szczęście zaczęło odwracać się od cesarskich. Najpierw padł raniony w biodro dowódca 14. pułku płk Jean-Franc;:ois Henriod, a chwilę po tym 55. pułk wyszedł wprost pod szarżę pruskiej kawalerii i atak na bagnety rosyjskiej piechoty. W pierwszej linii Prusaków galopowali "czarni huzarzy" Prittwitza. U Rosjan natarcie prowadził parnawski pułk muszkieterów. W czasie zażartego boju padł zabity pułkownik Rene Perrier, a dwóch szefów batalionów Chastenger i Robillard zostało rannych. Dowodzący w zastępstwie oficer postanowił wycofać się w szyku kolumnowym, zamiast formować czworobok. W trakcie odwrotu podoficer, który niósł pułkowego orła, i członkowie jego eskorty zostali wybici, a orzeł wpadł w ręce nieprzyjaciół.

Dywizja Sto Hilaire'a atakowała dalej. Francuzi nieubłaganie posuwali się w kierunku pozycji rosyjskich. Dowodzący tu artylerią płk Aleksiej P. Jermołow opóźniał rozkaz otwarcia ognia, chociaż działa były załadowane kartaczami i przygotowane do strzału, a kanonierzy aż podrygiwali z napięcia. Zwróciło to uwagę księcia Konstantego, który na drugim brzegu nie mógł znaleźć sobie miejsca. Wysłał on swojego adiutanta, który przywiózł wielkiemu księciu odpowiedź: ,,-Otworzę ogień, gdy zobaczę białka ich oczu!"

Konstanty nie zdążył jeszcze ochłonąć po tej zuchwałej replice, gdy zagrzmiały działa rosyjskie. Ogień spadł przede wszystkim na dywizję Sto Hilaire'a. Wykorzystując zmieszanie ogniem Francuzów, gen. Bennigsen skierował silny atak na ich skrzydło. Ze wzgórz zbiegły pułki grenadierskie sanktpetersburski i pawłogradzki oraz muszkieterskie rostowski i jelecki, a z boku uderzyły na bagnety pułki muszkieterskie nizowski i rewelski. Rosyjskie pułki wbiły się głęboko w szeregi francuskie. Zagrożony został orzeł 36. pułku liniowego. Uratował go furier Parisot, nagrodzony potem za ten czyn Legią Honorową. Ale skrzydłowe pułki francuskie 10. lekki z tej dywizji oraz 57. liniowy z dywizji Sto Cyra na prawym, a liniowe 43. i 46. na lewym odparły atak. Dwie rany odniósł dowódca brygady gen. Latrille de Lorengez, a oprócz niego ranni zostali: pułkownik 43. pułku Jean-Claude Baussain oraz adiutant major Kwatery Głównej Destabenrath, szef sztabu Korpusu Soulta. Dywizja gen. Sto Hilaire'a, odcięta i oskrzydlona z lewej strony, nie mogła utrzymać zdobytej pozycji. Wycofała się, więc w takim samym porządku jak zdobywała parów, uformowany przez strumień płynący z Długołęki do Łyny, gdzie dołączyła do dwóch pozostałych dywizji.

W tym czasie nastąpiło zdarzenie, które na długo zapadło w pamięć artylerzystów z dywizji Sto Hilaire'a. Dwa szwadrony pruskich "czarnych huzarów" nie mogły wrócić do swoich, gdyż zostały odcięte przez ogień rezerwowych batalionów francuskich. Ruszyły więc w bok, natykając się na ustawione w baterię francuskie armaty. Nie rozpoznając, z kim mają do czynienia, albo stosując podstęp zaczęli krzyczeć: "Nie strzelać, swoi!" Ale przezorny dowódca francuskiej artylerii nakazał kanonierom ukryć się pod lawetami i za jaszczami. W ten prosty sposób artylerzyści mogli uniknąć cięć szabel. Nie zaczepiani Prusacy również nie szukali zwady i odeszli. Udało im się dotrzeć do rosyjskich kolumn piechoty i interwałami pomiędzy nimi wycofać się na tyły. Artyleria dywizyjna została uratowana.

A tymczasem pokonana w boju o 2. redutę dywizja Legranda uformowana w pułkowe carre i ustawiona w szachownicę utrzymała się, podobnie jak fizylierzy, na polu między Laskiem Laudańskim a redutami. Te wojska raz za razem odpierały ataki kawalerii rosyjskiej i osłoniły kawalerię Murata oraz dywizję Sto Hilaire'a. Rosjanie nie mogli ich złamać, a ci, którzy byli na tyle zuchwali, by się do nich zbliżyć - ginęli od ciosów bagnetów. Ruchome reduty, którymi kierował osobiście marszałek Soult, jego szef sztabu gen. Compans i dowódcy dywizji, zatrzymały linie rosyjskie, które miały rozkaz posuwać się naprzód. Zielone szeregi zamknęły pozbawioną koni kawalerię francuską, Rosjan wszystkich broni, również jeńców kozackich, którzy widzieli bezskuteczne wysiłki swych wojsk zmierzających do ich uwolnienia, a kończące się wielkimi stratami.

Około godz. 22 zjawił się w dowództwie rosyjskim francuski dezerter i wyjawił, że niedługo nastąpi nowy atak. Okazało się to prawdą. O godz. 21 przybyła na pole bitwy część Korpusu marsz. Jeana Lannes'a. Pomimo zapadających ciemności Napoleon skierował go na lewe skrzydło i zaatakował prawe skrzydło Rosjan. Ta pochopna decyzja tłumaczona jest bądź urażoną ambicją, bądź uznaniem przerzucania przez rzekę dalszych jednostek rosyjskich za początek ogólnego odwrotu Bennigsena. Dywizja gen. Verdiera ruszyła do boju w celu zdobycia reduty i zmuszenia nieprzyjaciela do wycofania się. Początkowo Verdier odrzucił Rosjan, starając się przeciąć drogę przez Redy na Górowo. Kompanie 12. pułku lekkiego i 3. liniowego wdarły się w linie rosyjskich umocnień. Ale Bennigsen wzmocnił swoje skrzydło 14. dywizją. Niemal natychmiast po przybyciu dywizji padł ranny dowódca dywizji gen. Zachar Ołsufiew. Dowodzenie przejął od razu dowodzący jedną z brygad szef regimentu fizylierów riazańskich gen. Iwan S. Aleksiejew. Francuzi i Rosjanie ponieśli ciężkie straty. Ranny został m.in. dowódca jednej z brygad gen. Dominique-Honore-Antoine-Marie Vedel. W ciągu godziny walk Francuzi stracili 2824 ludzi. Gęstniejące ciemności skłoniły Napoleona do zarządzenia ogólnego odwrotu. Rozbity 12. pułk był osłaniany przez cofający się w porządku (mimo nacisku rosyjskiej jazdy) 105. pułk liniowy. Natomiast 14. pułk liniowy uciekał w panice, powstrzymały go dopiero bagnety brygady 2. pułku fizylierów gwardii. Kanonada działowa ciągnęła się do północy. Francuzi cofnęli się za Spaugę, zatrzymując tylko Lasek Laudański.

Nadszedł wieczór. Ok. godz. 22 trwająca od ośmiu godzin walka zaczęła powoli zamierać. Francuzi wycofali się za Spaugę, a Rosjanie wrócili na linię umocnień. Tylko daleko na lewym skrzydle Francuzów słychać było odgłosy potyczki. To dał o sobie znać wysłany jeszcze "za widoku" przez gen. Legranda 18. pułk piechoty liniowej. Dokonał on głębokiego obejścia z lewej strony Lasku Laudańskiego w kierunku na Wielochowo. Zagroził w ten sposób przecięciem ważnej dla Bennigsena linii komunikacyjnej na Iławkę Pruską. Wywołało to pewien niepokój, ale nie był on na tyle duży, by rosyjski głównodowodzący musiał przerzucić tam dodatkowe siły, osłabiając centrum. Bennigsen pozostawił "załatwienie" sprawy kozakom Płatowa. Starcia dońców z Francuzami trwały do godz. 22, gdy wysłane na wsparcie pułku dwa bataliony spotkały się z odstępującymi czworobokami 18. pułku.

Bilans strat poniesionych w tym dniu był poważny dla obydwu stron. 80 tys. oszańcowanych Rosjan i Prusaków odparło 40-50 tys. atakujących Francuzów, którzy stracili 1398 zabitych (w tym gen. Roussel i płk Perier, a płk Sicard zmarł z ran 13 czerwca), a poza tym 9 oficerów sztabowych i 93 oficerów młodszych - razem 105 oficerów. Rannych zostało 10059 ludzi (w tym generałowie Espagne, Latrille de Lorengez, Fouler, Vedel, Vivies), a także 22 pułkowników, 59 oficerów sztabowych, 329 oficerów młodszych - razem 416 oficerów. Sam korpus Soulta stracił 36 oficerów i 650 żołnierzy zabitych, 215 oficerów i 5613 żołnierzy rannych.

Z ciężko poszkodowanej dywizji kirasjerów gen. Espagne ranni zostali dowódcy 4. pułku kirasjerów płk Herbaut, 6. pułku - płk d'Avenay i 7. pułku płk Offstein. Wśród Francuzów swoistym rekordzistą był kapitan Chipault, dowodzący szwadronem w 4. pułku kirasjerów, który mimo 52 (!) ran jeszcze trzymał się na koniu! Rosjanie wzięli również 864 jeńców. Podobne straty Francuzów podaje Aleksandr Michajłowskij-Danilewskij - w sumie Wielka Armia stracić miała 12621 ludzi, w tym 1398 zabitych, 10359 rannych i wziętych do niewoli 86425.

Sprzymierzeni utracili natomiast 2000-3000 zabitych. Poległo dwóch generałów rosyjskich: gen. mjr Sergiej A. Kożin, dowódca brygady kirasjerów i przybocznego pułku kirasjerów jego cesarskiej mości oraz gen. mjr lawrentij P. Warneck, szef koporskiego pułku muszkieterów. Po bitwie zmarł wskutek odniesionych ran gen. mjr baron Dmitrij F. von der Pahlen, szef liwlandzkiego pułku dragonów. Rannych zostało 7000-9000 ludzi (w tym 8 generałów). Rany odnieśli generałowie rosyjscy: gen. mjr Karl August von Mecklemburg, szef moskiewskiego pułku grenadierów (8. Dywizja), gen. mjr Nikołaj I. Werderewski, szef keksholmskiego pułku muszkieterów (przednia straż gen. Lwowa), gen. mjr Aleksandr B. Fock, generał dyżurny, gen. mjr Wasilij D. Laptiew, szef 21. pułku jegrów, gen. mjr Piotr P. Passek, szef mohylewski ego pułku muszkieterów (5. Dywizja), gen. mjr Zachar D. Ołsufiew III, szef wyborgskiego pułku muszkieterów (14. Dywizja), gen. mjr IIja M. Duka, szef małorosyjskiego pułku kirasjerów (3. Dywizja), a gen. por. Dmitrij S. Dochturow, szef moskiewskiego pułku muszkieterów został silnie kontuzjowany. Straty w bitwie jednej tylko 14. dywizji rosyjskiej wyniosły generała, 11 oficerów i 1343 żołnierzy zabitych oraz generała, 39 oficerów i 317 żołnierzy rannych.

 


Reklama
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl