Plebiscyt na Warmii i Mazurach - 11 lipca 1920 roku
Powstanie niepodległej Polski postawiło od razu na porządku dziennym sprawę jej granic z państwem niemieckim. 27 grudnia 1918 roku i w dniach następnych powstańcy wielkopolscy oswobodzili terytorium dawnego Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Na Pomorzu Gdańskim jedne powiaty znajdowały się pod kontrolą polskich rad ludowych, w drugich nadal sprawowała władzę niemiecka administracja pod osłoną niemieckich sił zbrojnych. Na opanowanym przez Niemców Górnym Śląsku wzmagała się praca konspiracyjna, która 17 sierpnia 1918 roku miała doprowadzić do wybuchu pierwszego powstania śląskiego. Jasne było, że niepodległa Polska zgłosi roszczenia także wobec ziem Pojezierza Mazurskiego, uzasadnione swymi prawami historycznymi do tych ziem oraz liczebną przewagą ludności polskiej na tych ziemiach. Jasne też było, że ludność polska Warmii i Mazur nie będzie dalej biernie znosiła niemieckiego jarzma.
Zdawała sobie z tego sprawę Rada Żołniersko-Robotnicza w Olsztynie. Już 13 listopada 1918 roku wystosowała ona na łamach "Allensteiner Zeitung" odezwę An die polnisch sprechened Bevölkerung, do ludności mówiącej po polsku, prosząc o zaufanie. Odezwa stwierdzała, że po obaleniu dawnych rządów ludność środkowej Europy została uwolniona z pęt kapitalizmu i militaryzmu. W tych warunkach możliwe stało się braterskie uregulowanie spornych spraw między ludami niemieckim i polskim. W Prusach Wschodnich w dwóch powiatach powinny być sporządzone listy, na których ludność miałaby swymi podpisami stwierdzić, czy chce należeć do Niemiec, czy do Polski. Odezwa nie precyzowała o jakich to powiatach mowa, można było jednak sądzić , że o powiatach olsztyńskim i szczycieńskim, tam bowiem najszybciej ożywił się ruch polski, doprowadzając do powstania rad ludowych.
24 listopada 1918 roku na wielkim wiecu polskim w Olsztynie ukonstytuowała się Warmińska Rada Ludowa. Przewodnictwo w niej objął ks. Walenty Barczewski z Brąswałdu, wiceprezesem został Andrzej Czeczka, rolnik z Łańska, absolwent olsztyńskiego gimnazjum, funkcję sekretarza objął Stanisław Nowakowski, a skarbnika - Wiktor Szulc, kupiec olsztyński. W styczniu 1919 roku dokooptowano do rady Jana Baczewskiego z Gryźlin, Franciszka Kwasa ze Skajbot i Stanisława Żurawskiego z Kajn. Po objęciu przecz Czaczkę wiceprezesury Mazurskiego Związku Ludowego funkcję jego w Radzie Ludowej przejął ks. Wacław Osiński z Butryn, natomiast po wyjeździe Nowakowskiego do Warszawy w czerwcu 1919 roku funkcję sekretarza Rady objął Władysław Pieniężny, zaś od września 1919 roku Jan Baczewski. Rada rozszerzała wciąż swój skład osobowy. Z Olsztyna brali w jej pracach udział, poza wymienionymi osobami : Maria Andre, właścicielka drogerii, Bernard Boettcher, szewc, Jakub Grunenberg, kołodziej, Ignacy Hoffman, rencista, Franciszek Lorkowski, lekarz, Leokadia Majewska, żona kupca, Seweryn Pieniężny, dziennikarz, Stanisław Radomski, zamieszkały stale w mieście właściciel majątku ziemskiego Łabędź oraz Piotr Sonnwald, robotnik. Z mieszkańców powiatu olsztyńskiego aktywniejszy udział w pracach rady brali: ks. dr Robert Bilitewski z Klebarka Wielkiego, Michał Lengowski z Zieleniaka, Józef Olk z Leszna, Piotr Prass z Plusk, Tadeusz Wojnowski z Kiersztanowa. Rada miała swą ekspozyturę w Biskupcu Reszelskim oraz kilkudziesięciu mężów zaufania we wsiach warmińskich.
W pierwszym posiedzeniu Warmińskiej Rady Ludowej w Olsztynie wzięli udział przedstawiciele Rady Żołniersko-Robotniczej, serdecznie witani przez Stanisława Nowakowskiego, który stwierdzał , że rewolucja niemiecka w Prusach Wschodnich jest istotnym sprzymierzeńcem ruchu polskiego, że Polacy wyrażają radość z upadku konserwatyzmu, że wobec wspólnego wroga i wspólnych owoców zwycięstwa dla ruchu polskiego możliwa jest tylko droga współpracy z radami żołnierskimi. Delegaci Rady Żołniersko-Robotniczej odpowiedzieli, że obaleni zostali ciemiężyciele narodu niemieckiego i narodu polskiego, że socjalistyczne Niemcy poprą słuszne pretensje Polaków. Oświadczyli wszakże, iż przeciwstawią się próbie oderwania Warmii siłą. Widocznie nie było im tajne, że konspiratorzy warmińscy pod dowództwem Jana Niemirskiego pochodzącego z Butryn (późniejszego pułkownika wojsk polskich i prezydenta Rzeszowa), gromadzą broń i przygotowują się do powstania. Wkrótce potem, w styczniu 1919 roku, delegacja XX Korpusu Armii z Olsztyna udała się do Poznania dla nawiązania kontaktu z polską Naczelną Radą Ludową.
W owym czasie panowało powszechne przekonanie, że Warmia przypadnie Polsce. Dlatego wybrano stąd 21 posłów na sejm byłej dzielnicy pruskiej w Poznaniu, m.in. Andrzeja Czeczkę, Stanisława Nowakowskiego oraz ks. Walentego Barczewskiego, który został wicemarszałkiem tego sejmu. Naczelna Rada Ludowa z Poznania wydawała władzom administracyjnym Olsztyna i powiatu olsztyńskiego zarządzenia, które miano - według jej polecenia z 20 lutego 1919 roku - publikować w urzędowych organach w językach polskim i niemieckim. Wówczas jednak nastąpiła już kontrakcja niemiecka.
Dezyderaty niemieckiej Rady Żołniersko-Robotniczej z Olsztyna, by Warmiacy powstrzymali się od wystąpień zbrojnych, zbiegały się z identycznymi sugestiami płynącymi z Warszawy. Domagano się stamtąd, by walk nie wszczynać, bo jak powiadano - traktat pokojowy załatwi wszystko pomyślnie dla Polski. Konferencja pokojowa obradowała właśnie w Paryżu.
Rząd polski podtrzymywał tezę o niecelowości polskiego wysiłku zbrojnego na zachodzie, nie dlatego , że wierzył we wszechmoc koalicji. Głosił ją dlatego, że jego zdaniem polski wysiłek zbrojny niezbędny był nie na zachodzie, lecz na wschodzie. Na konferencji paryskiej zabrakło przedstawicieli Rosji. Jasne było, że konferencja ta nie będzie miała wpływu na ukształtowanie granicy Polski z jej wschodnim sąsiadem. W sprawie granic zachodnich można więc było zdać się na dobrą wolę koalicji, natomiast granice wschodnie miał - zdaniem naczelnika państwa - zakreślić miecz polski i zakreślić ją tak daleko jak sięgały granice Rzeczypospolitej przed rozbiorami, czyli tak daleko jak sięgały przed rewolucją październikową polskie latyfundia szlacheckie. Odrzucono przeto pokojowe propozycje rządu radzieckiego i słano żołnierzy na wschód. Tam potrzebna była, zdaniem rządu broń i amunicja.
Tymczasem na konferencji pokojowej w Paryżu sprawę granic polskich przekazano komisji, zwanej komisją Cambona. 22 czerwca 1919 roku podjęła ona ustawę stwierdzającą, że do Polski należy z dawnego zaboru pruskiego włączyć Górny Śląsk, Poznańskie, Pomorze Gdańskie oraz Powiśle i Działdowszczyznę, tak by linia kolejowa Warszawa-Iława-Gdańsk znalazła się na terytorium polskim. W stosunku do Pojezierza Mazurskiego padło po raz pierwszy słowo plebiscyt.
Komisja Cambona podtrzymywała swoje stanowisko, mimo , że Rada Czterech dwukrotnie zwracała jej ów projekt do ponownego opracowanie jako niedostateczny, zdaniem anglosaskich mężów stanu krzywdzący Niemcy. Ostatecznie Rada Czterech przejęła sprawę w swoje ręce i ogłosiła 6 maja 1919 roku decyzję : Gdańsk miał zostać wolnym miastem, na Powiślu miano przeprowadzić plebiscyt, sprawa pozostałych ziem miała być rozstrzygnięta zgodnie z raportem komisji Cambona. 16 czerwca 1919 roku Rada Czterech zrewidowała swoje stanowisko w sprawie Górnego Śląska. Przynależność państwową także i tej ziemi miał rozstrzygnąć plebiscyt. W tej formie owe decyzje zostały wprowadzone do tekstu traktatu pokojowego, podpisanego w Wersalu 28 czerwca 1919 roku. Postanowienia dotyczące obszarów plebiscytowych zawarto w artykułach 88 (Śląsk) oraz 94,95,96 i 97 (Pojezierze Mazurskie, Powiśle) traktatu.
Postanowienia te były niekorzystne dla Polski. Dotyczyły one - w przypadku Górnego Śląska i Pojezierza Mazurskiego - ziem historycznie i etnicznie polskich. Zamiast je przyłączyć do Polski, stworzono przez plebiscyty okazje do sprawdzenia, czy wiekowe działanie aparatu germanizacyjnego było tam skuteczne, pośrednio premiując Niemców za zbrodnie wynaradawiania ludności polskiej. Niemniej początkowo wydawało się, że plebiscyty na obu terenach mogą Polsce przynieść zwycięstwo. Potrzebna była jednakże zręczna praca, potrzebna była skuteczna pomoc dla Warmiaków i Mazurów. Tego brakowało. Wszystkie siły młodego państwa angażowano w wojnę ze Związkiem Radzieckim. Niemcom więc mimo woli dano niemalże wolną rękę i niemalże nie reagowano na to, że szczegółowe postanowienia dotyczące plebiscytu coraz wyraźniej pozbawiały Polskę szans na zwycięstwo.
Stefan Żeromski pisał w owych dniach :
Jakiż śmiech pomyśleć, że nie zdobywszy jeszcze granic zachodu i północy, tamte ziemie mając zajechane i wyczerpane przez Niemców w ich niebezpiecznym zaziębieniu - my krwią bohaterską naszych rycerzy zlewamy teraz przyczółki mostowe na Dnieprze i zdobywamy rzekę Soszę ! W pogardzie ma Polskę świat robotniczy Zachodu. Wdaliśmy się w siepaniny z Moskwą, zaniedbując zachód i morze [...] Moskwa dzisiejsza złożyła uroczystą deklarację niepodległości Polski. Panowanie Niemiec nad nami grozi nam na każdym kroku. Niemiec odgraża się nam na terenach, które posiadamy, a cóż mówić o terenach plebiscytowych [...] Biada nam po tysiąckroć, jeśli w tej straszliwej godzinie nie okażemy się narodem świadomym swego celu i sensu swego życia, w tej godzinie, kiedy ma się zadecydować los pokoleń przyszłych ! Biada nam po tysiąckroć, jeśli teraz opuścimy Mazurów i zaprzedamy w niemiecką niewolę braci spod Kwidzyna i Sztumu, jeśli teraz nie zdobędziemy Iławy, Kwidzyna i Malborka.
W przeddzień plebiscytu
Na początku czerwca 1919 roku olsztyński sejmik powiatowy był świadkiem znamiennej sceny. Zaproponowano uchwalenie przezeń następującej rezolucji:
Ludność powiatu olsztyńskiego apeluje do rządu Rzeszy o odrzucenie tych warunków traktatu pokojowego, które narzucają plebiscyt. Powiat jest niemiecki i niemieckim chce zostać. Wówczas głos zabrał w imieniu polskich radnych Jan Baczewski. Poparł on tę rezolucję w części do słowa "plebiscyt" włącznie. Dalej proponował, by po tym słowie zamiast kropki dać przecinek, a następnie umieścić takie sformułowanie:
... jest bowiem przekonana, że traktat pokojowy w imię sprawiedliwości wyrówna Polsce krzywdy, jakie wyrządzili Jej zaborcy przez zbrodnicze rozbiory i przyzna te same granice, jakie posiadała przed rozbiorem w 1772 roku.
Na sali wybuchła awantura. Baczewski jednak dzielnie podtrzymywał swój wniosek. Ostatecznie sejmik nie podjął żadnej uchwały w tej sprawie.
W wystąpieniu swym Baczewski sformułował zasadę, według której powinno było się - jego zdaniem - ustalić granicę Polski z Niemcami. Była to zasada oparta na prawach historycznych. On, Warmiak, nie rozumiał dlaczego Warmię i ziemię malborską miano w traktacie pokojowym oceniać według innych miar niż Pomorze Gdańskie i ziemię chełmińską. Wszystkie te ziemie należały przez wieki do Polski przed rozbiorami. Skoro Polska odzyskiwała niepodległość, skoro unieważniono traktaty rozbiorowe, należało - zdaniem Baczewskiego - przywrócić niepodległej Polsce takie granice, jakie miała przed rozbiorami.
Rozumowanie to miało zasadniczą wadę. Rozbiory były nie pierwszymi, ale końcowymi aktami niemieckiej agresji przeciw dawnej Polsce, nie jedynym, ale szczytowym sukcesem niemieckiego Drang nach Osten, Gdyby przy ustalaniu polsko-niemieckiej granicy oparto się na proponowanej przez Baczewskiego zasadzie, powiaty olsztyński, reszelski, lidzbarski, braniewski, elbląski, malborski i sztumski oraz Gdańsk wróciłyby do Polski, ale pozostałyby poza jej granicami inne powiaty Pojezierza Mazurskiego oraz cały Górny Śląsk, w chwili rozbiorów do Polski one bowiem już nie należały.

Minęła wiosna 1919 roku. Rewolucja w Niemczech została stłumiona. Pruscy junkrzy, urzędnicy i żandarmi poczuli się znów panami Warmii i Mazur. Wtedy zapadła decyzja o plebiscycie na tych ziemiach. Gdyby jeszcze wprowadzono tę decyzję natychmiast w życie i gdyby natychmiast na Pojezierzu Mazurskim objęła rządy Komisja Aliancka, mająca zgodnie z traktatem pokojowym kontrolować przebieg plebiscytu...Ale nie... Decyzję o plebiscycie ogłoszono w maju 1919 roku, Komisja Aliancka zaś miała objąć rządy (i objęła je) dopiero w lutym 1920 roku. W ten sposób dano landratom pruskim i pruskim organizacjom zbrojnym dziewięć miesięcy czasu na całkowite rozgromienie ruchu polskiego na Warmii i Mazurach.
Nacjonaliści niemieccy zrozumieli w lot tę szansę. Max Worgitzki pisał : Bitwę należy rozegrać jeszcze przed przybyciem Komisji Alianckiej. Wynik plebiscytu należy sobie zapewnić, zanim Komisja ta przejmie władzę. Traktat pokojowy dawał Niemcom jeszcze jedną dodatkową szansę. Prawo głosu w plebiscycie przyznano wszystkim, którzy urodzili się na terenie plebiscytowym lub posiadali tam miejsce stałego zamieszkania od 1 października 1905 roku, a ukończyli 20 lat. Przyznano więc również prawo głosu emigrantom, którzy urodzili się na Warmii i Mazurach, lecz opuścili te ziemie. Większość z nich od dawna wtopiła się w społeczeństwo zachodnich Niemiec, tam miała prace, dom, tam widziała przyszłość dla siebie i swych dzieci. Tysiącznymi węzłami była już związana ze społeczeństwem niemieckim. Na Warmii i Mazurach na 422 tysiące osób uprawnionych do głosowanie 157 tysięcy stanowili właśnie ci emigranci. W zachodnich Niemczech spisano ich, opłacono im z góry podróż i wydelegowano na Pojezierze. To byli ludzie, o których wiadomo było, że będą głosować za przynależnością Warmii i Mazur do Niemiec.
Szczególnie nieszczęśliwe dla Polski określono sam przedmiot głosowania. Według artykułu 94 traktatu pokojowego mieszkańcy Warmii i Mazur, a według artykułu 96 mieszkańcy Powiśla mieli być wezwani do wypowiedzenia się przez głosowanie poszczególnymi gminami, czy życzą sobie, aby poszczególne gminy na tej przestrzeni leżące należały do Polski albo Prus Wschodnich.

Uprawnieni do głosowania z terenu Wolnego Miasta Gdańska przekraczają granicę państwową na rzece Nogat koło Malborka
Plebiscyt
W listopadzie 1918 roku zwołano w Olsztynie wielki wiec protestacyjny przeciw polskim roszczeniom do Warmii. Fotel przewodniczącego na tym wiecu zajął z urzędu reprezentant najsilniejszej olsztyńskiej organizacji politycznej, dyrektor szpitala dr Kazimierz Dekowski, prezes katolickiego stronnictwa Centrum. Ku ogromnemu blamażowi i zgorszeniu nacjonalistów niemieckich oświadczył on, że jest i czuje się Polakiem. Równie fatalnie wypadły i inne wiece organizowane w tym czasie przez nacjonalistów niemieckich na Warmii i Mazurach. Niektóre, jak na przykład wiec w Gryźlinach, zamiast protestować przeciw temu, domagały się przyłączenia Warmii do Polski. Wiece te - jak pisał Max Worgitzki - po części zupełnie się nie udały. Dlatego - jak dodał - na terenie najniebezpieczniejszym, w powiecie olsztyńskim, zaniechano na razie urządzania publicznych zebrać , tj. zebrań niemieckich.
4 lutego 1919 roku przybyli do Olsztyna pruscy ministrowie Hirsch i Ernst. Rezultatem ich wizyty były decyzje o powołaniu niemieckich organizacji paramilitarnych: Sicherheitswehr i Einwohnerwehr. Miały one zadanie sterroryzowania ludności polskiej. Trzy miesiące później przybyli znowu do Olsztyna ministrowie Hirsch, Heine i Braun, by sprawdzić czy niemiecka akcja przedplebiscytowa nabiera właściwego rozmachu.
22 marca 1919 roku superintendent piski ks. Paweł Hensel ogłosił apel o podpisywanie petycji przeciw przyłączeniu Mazur do Polski. W teren ruszyli mężowie zaufania organizowanego przez Hensla Masurenbundu ( Związku Mazurów). Baczewski pisał:
Nie byli to chłopi i robotnicy, lecz nauczyciele, listonosze, pastorzy i księża, leśniczowie, sołtysi i wójtowie oraz inne wpływowe na wsi osobistości. Chodzili oni od chaty do chaty "prosząc" na swój pruski sposób o podpisanie listy członkowskiej. Nie chodzili zresztą nigdy sami, lecz w towarzystwie miejscowego żandarma [...] Kto by się oparł, jeśli tego "władza" żąda, a pastor czy ksiądz popiera.
W ten sposób wymuszono 144 447 podpisów na Mazurach. Nieco później i z trochę gorszymi rezultatami przeprowadzili Niemcy podobną akcję na Warmii. Obie organizacje proniemieckie, mazurską i warmińską, połączono 14 lipca 1919 roku tworząc Masuren - und Ermländerbund. Faktycznie jednak kierownictwo niemieckiej akcji plebiscytowej spoczywało w rękach ukrytej nieco w cieniu organizacji Ostdeutsche Heimatdienst, której olsztyński zarząd stanowili właściciel browaru Kurt Thiel, lekarz weterynarii Paweł Marcks, radny Paweł Borowski, oraz Max Worgitzki. Akcja wymuszania podpisów była swego rodzaju jawnym plebiscytem, poprzedzającym późniejszy, oficjalny. Miała ona ogromne znaczenie dla dalszego biegu wypadków. Dodawała tupetu Niemcom, załamywała zaś moralnie ludność polską. Wobec codziennych meldunków o tysiącach podpisów na rzecz Masuren - und Ermländerbundu przestawała ona wierzyć w swą siłę, wierzyć w przyszłe zwycięstwo. Widoczny był tego rezultat w wyborach samorządowych 4 maja 1919 roku. W wyborach tych po raz pierwszy wprowadzono zasady powszechnego, równego i bezpośredniego głosowania. Dzięki temu Polacy zdobyli mandaty: jedenaście do olsztyńskiego sejmiku powiatowego, jeden do olsztyńskiej rady miejskiej. Dwa miejsca w wydziale powiatowym zajęli: Stanisław Żurawski z Kajn i ks. Wacław Osiński z Butryn, ten jako zastępca starosty powiatowego (landrata). Polacy nigdy dotąd tylu mandatów w olsztyńskich organach samorządowych nie mieli. Sukces był to jednakże pozorny, dotąd bowiem przeszkadzał Polakom w zdobyciu mandatów system wyborczy, mieli zaś we wszystkich wyborach powszechnych większość głosów w powiecie olsztyńskim, a w roku 1911 trzecią część głosów w samym Olsztynie. Tymczasem w roku 1919 zdobyli w powiecie olsztyńskim 4 185 głosów, gdy Niemcy 7 258, w samym Olsztynie zaś ledwie czterdziestą część głosów. Większość uprawnionych wstrzymała się od głosowania. Ludność czuła się sterroryzowana.

Olsztyn w okresie plebiscytowym
Latem 1919 roku Niemcy sprowadzili na teren plebiscytowy przeszło czterdzieści tysięcy regularnego wojska rzekomo dla uświetnienia obchodów rocznicy bitwy pod Tannenbergiem. Bojówki Einwohnerwehry i Sicherheitswehry pod tą osłoną zaczęły napadać na Polaków uważanych za nieprzejednanych, bić i demolować im mieszkania. Rozpoczęły się też aresztowania. Nowakowski, oskarżony o "zdradę stanu", umknął do Warszawy, Linkę uwięziono. Zwolniono go na polecenie Rady Najwyższej, po to jednakże, by móc go potem zabić zza węgła. Wielu Polaków podstępnie wybawiano poza teren plebiscytowy, a tam ich zamykano "za szpiegostwo".
Na propagandę antypolską płynęły z Niemiec ogromne kwoty, na które składały się - jak pisał historyk Olsztyna Hugo Bonk - wszystkie miasta i związki samorządowe oraz wszystkie firmy przemysłu i handlu w całej Rzeszy. Dzięki temu "Ostdeutsche Nachrichten" odbijano w 200 tysiącach egzemplarzy, a prócz niego stały jeszcze do dyspozycji propagandy niemieckiej dziesiątki innych pism. "Pruskiego Przyjaciela Ludu" drukowano w nakładzie 25 tysięcy egzemplarzy. Pisma te oraz broszury i ulotki rozdawano wszystkim. Tymczasem Polaków nie było stać na przekształcenie "Gazety Olsztyńskiej" i "Mazura" w pisma codzienne.
W tymże czasie władze dokonały reorganizacji aparatu urzędniczego. Obsadziły zaufanymi ludźmi urzędy stanu cywilnego i biura ewidencji ludności, zatem te placówki, które miały sporządzać listy uprawnionych do głosowania w plebiscycie. Pozwoliło to Niemcom na wpisanie do tych list tysięcy martwych dusz.

W sierpniu 1919 roku powołano w Warszawie komitety plebiscytowe: mazurski i warmiński. Sekretarzem Warmińskiego Komitetu Plebiscytowego został Nowakowski. Wkrótce siedzibę tego komitetu przeniesiono do Kwidzyna. W Olsztynie ulokowano w wydzierżawionym we wrześniu 1919 roku domu przy ul. Partyzantów delegaturę tego komitetu, której kierownictwo objął Jan Baczewski. W grudniu 1919 roku Polacy zakupili hotel Reichshof przy ul. Partyzantów i tam w styczniu 1920 roku umieszczono biura Mazurskiego Komitetu Plebiscytowego, którymi kierowali najpierw Stanisław Zieliński, dawny redaktor "Mazura", potem Antoni Beaupre z Krakowa. Duszą ruchu mazurskiego był wszakże Fryderyk Leyk, prezes Mazurskiego Związku Ludowego.

Straż przed gmachem rejencji
W styczniu 1920 roku został ratyfikowany traktat wersalski. Wojska niemieckie musiały opuścić teren plebiscytowy. 12 lutego 1920 roku zjechali do Olsztyna i objęli urzędowanie przedstawiciele Komisji Alianckiej, która miała nadzorować przebieg plebiscytu: Anglik Rennie, Francuz Couget, Włoch Fracassi i Japończyk Marumo. Do ich dyspozycjo stały niewielkie kontyngenty wojsk alianckich, które rozlokowano w miastach Pojezierza Mazurskiego. Oficerem kontrolnym dla Olsztyna był Francuz mjr Le Brun, dla powiatu olsztyńskiego Włoch kpt. Picardo de Netro.
Ludność polska witała komisję kwiatami, niemiecka zaś zbojkotowała jej przybycie. Jednakże początki rządów komisji były od razu dla Polaków złowróżbne.
21 stycznia 1920 roku, na kilkanaście dni przed rozpoczęciem rządów przez Komisję, pobito, po zebraniu Rady Ludowej w Szczytnie, do utraty przytomności Bogumiła Linkę. Przewieziony do szpitala w Olsztynie, niedbale leczony przez niemiecką obsługę, Linka zmarł po dwóch miesiącach cierpień 29 marca 1920 roku. Grób Linki na cmentarzu ewangelickim w Olsztynie zdewastowano, a potem zbezczeszczono wznosząc na jego miejscu śmietnik publiczny. Był to znak, że Niemcy nie rezygnują z narzędzia, jakim w ich rękach był terror wobec ludności. Tymczasem Komisja, przyjmując od urzędników niemieckich przysięgę lojalności, zawarła w rocie słowa przyrzeczenia, iż będą oni jak dotychczas spełniali swe obowiązki. Dla komisarza Rzeszy barona von Gayla urządzono biura w gmachu rejencji, w tym samym gmachu urzędowała Komisja. Dla konsula polskiego, Zenona Lewandowskiego, zabrało w tym gmachu miejsca. Musiał on, jako sublokator, urządzić sobie biuro w domu delegatury Warmińskiego Komitetu Plebiscytowego. Dopiero znacznie później konsulat polski umieszczono w domu przy placu Nowotki nr 5.
Działacze polscy wysuwali dezyderaty, sformułowane najdokładniej w artykule "Gazety Olsztyńskiej" z 13 listopada 1919 roku. Domagali się natychmiastowego, oficjalnego zniesienia wszystkich ustaw antypolskich. Żądali usunięcia przynajmniej tych sędziów, którzy ze specjalną gorliwością karali polską działalność niepodległościową, przynajmniej tych nauczycieli i urzędników, którzy w robocie germanizatorskiej byli bardziej aktywni. Żądali, by język polski wprowadzono do szkół i urzędów na równi z niemieckimi.
Dezyderaty te nie zostały przez Komisję Aliancką uwzględnione, albo zostały uwzględnione w minimalnym stopniu. Z urzędników pruskich został usunięty tylko prezes rejencji von Oppen. Przyznano też Polakom, raczej w teorii niż w praktyce, pewne uprawnienia językowe w urzędach i w szkolnictwie.
Przewodniczący Komisji Alianckiej, Ernest Rennie i liczni oficerowie alianccy nie ukrywali swego lekceważenia dla polskich postulatów i protestów. Wywieszenie polskiego sztandaru w oknie konsulatu wywołało 7 marca 1920 roku wściekłą burdę pruskiego burszostwa. Oficer włoski, rzekomo dla zażegnania awantury, usunął polski sztandar. Wobec energicznego protestu konsula ten sam oficer musiał sztandar dzień później osobiście wywiesić. Prezydentowi Olsztyna Georgowi Zülchowi i komendantowi straży bezpieczeństwa Oldenburgowi polecono przeprosić konsula, a gdy tego odmówili, usunięto ich ze stanowisk. Wskutek tej afery jednakże konsul Lewandowski stał się dla Komisji niewygodny i by poprawić z nią stosunki rząd polski odwołał go i zastąpił bardziej giętkim księciem Henrykiem Korybutem Woronieckim. Wobec stronniczości Komisji Alianckiej, a zwłaszcza dowództwa wojsk alianckich, działacze polscy ogłosili w marcu 1920 roku strajk plebiscytowy, odmawiając uczestnictwa w prowadzonych pod kontrolą Komisji pracach, w szczególności zaś wyznaczenia przedstawicieli do komisji plebiscytowych. Po kilku tygodniach strajku Rada Ambasadorów w Paryżu usunęła dowodzącego wojskiem alianckim płk. Benneta, nakazała rozwiązanie Einwohnerwehry i zastąpienie jej przez policję plebiscytową, złożoną w równej mierze z Niemców i Polaków. To drugie ustępstwo pozostało jednakże tylko na papierze, ponieważ do policji przyjęto ledwie kilkudziesięciu Polaków. Niemniej strajk został przerwany.

Achille Ratti - późniejszy papież Pius XI
W czerwcu 1920 roku przybył do Olsztyna nuncjusz papieski Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI. Z jego przyjazdem Polacy wiązali duże nadzieje na zneutralizowanie kleru warmińskiego. Dziekan katedry fromborskiej, ks. Stoff, stwierdził wówczas, że prawie wszyscy księża diecezji warmińskiej znaleźli się w szeregach obrońców niemieckiej ojczyzny. Niemcy z przyjazdem nuncjusza łączyli poważne obawy. Ks. Weichsel, dziekan olsztyński, nie chciał go przyjąć. Achilles Ratti musiał znaleźć nocleg nie na plebanii, lecz u zakonnic w szpitalu olsztyńskim. Okazało się jednak, że zarówno nadzieje Polaków, jak i obawy Niemców nie były uzasadnione. Ks. Ratti zajął tak dalece indyferentną postawę wobec sprawy plebiscytu, że nie wstrzymała ona w najmniejszym stopniu antypolskiej działalności kleru warmińskiego.

Na teren plebiscytowy przybyło kilku znakomitych przedstawicieli polskiej kultury m.in. Stefan Żeromski czy Jan Kasprowicz.
Drugiego czerwca 1920 roku, w sali "Schlossgarten", koncertował Feliks Nowowiejski. "Gazeta Olsztyńska" z entuzjazmem witała znakomitego rodaka. Pisała, że opuścił on Warmię jako Niemiec, wrócił jako Polak. W Olsztynie Nowowiejski dyrygował chórem kwidzyńskim "Lutnia", solistką była znana śpiewaczka operowa Helena Sosińska. Wykonano wyłącznie utwory skomponowane przez Nowowiejskiego: trzecią scenę z Quo vadis, Śmierć Ellenai, pieśni i hymny, a wśród nich po raz pierwszy Hymn Warmiński. Prelekcję o nowej muzyce polskiej wygłosił brat kompozytora, Rudolf Nowowiejski. Obaj bracia wzięli potem udział w przyjęciu zorganizowanym na cześć kompozytora oraz w wiecach w Olsztynie, Gryźlinach i Barczewie.
26 czerwca 1920 roku nastąpił rozłam w szeregach ruchu polskiego. Dwaj dotychczasowi działacze polscy, urzędnik konsulatu Żabka i agitator Jabłoński, najpewniej przekupieni przez Niemców, zawiązali dywersyjną organizację pod hasłem walki z inwazją warszawiaków na Warmię. Udało im się obałamucić sporo ludzi, ponoć - zdaniem Worgitzkiego - trzecią część tej liczby Warmiaków, która do tej pory była zdecydowana głosować za Polską.
11 lipca 1920 roku ogromna większość ludzi śpieszących do urn wyborczych ostentacyjnie wymachiwała kartkami z napisem Ostpreussen. Czyniło to także wielu ludzi znanych dotąd z patriotyzmu polskiego. Niemcy nazywali to oczyszczaniem się z polskiego brudu. Naprawdę zaś sterroryzowani ludzie, czyniąc tak, chcieli ratować siebie i swe rodziny od zemsty, jaką im grożono. W Olsztynie oddano za Polską 342 głosy, za Prusami Wschodnimi 16 742. W powiecie olsztyńskim za Polska padły 7 980 głosy, za Prusami Wschodnimi 363 209 głosów.
"Gazeta Olsztyńska" pisała wówczas:
"Nikt z nas nie cieszył się złudzeniem, ażeby Warmia i Mazury przejść mogły w całości na łono Polski za pomocą plebiscytu. Lud polski na Warmii i Mazurach nie otrzymał wcale tych praw, które zagwarantowane są traktatem wersalskim. Zmiana stosunków przewidywana w traktacie nie nastąpiła zupełnie. Pozostali przez cały czas plebiscytu urzędnicy, nauczyciele i księża niemieccy, którzy wywierali nacisk na ludność, pozostały wojskowe organizacje niemieckie, które z wściekłością i wyrafinowaniem gnębiły lud mówiący po polsku. Terror niesłychany panował do ostatniego dnia, mnożyły się napady bandyckie na ludzi objawiających swą polskość, jednym słowem hakatyzm hulał silniej niż kiedykolwiek. Nic też dziwnego, że wśród takich warunków plebiscyt był tylko wymuszeniem głosów od ludności na rzecz Niemców, ale nie spokojnym wyrażeniem swej woli przez ludność."

Przekazanie terenu plebiscytowego
1 sierpnia 1920 roku w gmachu rejencji olsztyńskiej Komisja Aliancka przekazała uroczyście teren plebiscytowy władzom wschodniopruskim. Wiadomo było, że cała gadanina o Oststaacie czy też o samodzielnym państwie wschodniopruskim była nieprawdziwa. 19 sierpnia 1920 roku obydwa obszary plebiscytowe, kwidzyński i olsztyński, wcielono do Rzeszy.
